Następnego dnia obudził nas deszcz, bębniący o ścianki namiotu. Jako że był piątek, bojąc się, że nie zastaniemy kierownictwa, szybko udaliśmy się do biurowca. Prezesa firmy, Milińskiego nie było w Vaunistym, skierowano nas do dyrektora Baszko, który odniósł się do nas bardzo życzliwie. Możecie obejrzeć firmę, lecz trzeba zachować ostrożność, gdyż codziennie w kamieniołomach prowadzi się wysadzanie złotonośnego złoża. Jadę zaraz do kopalni, możecie się ze mną zabrać. Czy macie aparaty fotograficzne? Nie? Szkoda, że nie wzięliście ich ze sobą. Powiedzieliśmy, że sprzętu foto nie braliśmy, gdyż mogłoby to wzbudzić niepotrzebne wątpliwości, co do wpuszczenia nas na teren zakładu. Jednakże chcielibyśmy pochodzić po przedsiębiorstwie jutro i trochę pofotografować. Czy w związku z tym powinniśmy prosić o pisemne pozwolenie? - Nie, ale musicie powiadomić naczelnika zmiany, dokąd się udajecie, aby przed wybuchem ulokował was w bezpiecznym miejscu, odparł dyrektor. Baszko zgodził się też na korzystanie przez nas z firmowej stołówki oraz łaźni. Byliśmy mu szczerze wdzięczni i z ciekawością czekaliśmy przy wejściu do budynku na dalszy rozwój wypadków.
Właśnie dla spotkań z takimi ludźmi, dla przeżycia takich przygód, upododobałem sobie Daleki Wschód Rosji. W Europie wałęsanie się po kopalni złota byłoby dla nas niemożliwe. Tutaj to co innego, ludzie są otwarci na innych i nie nie oceniają kogoś tak szybko, jak my w Europie. Najpierw słuchają, co ktoś ma do powiedzenia i jeśli brzmi to w miarę sensownie, nie odmawiają pomocy. Z tej zadumy wyrwało mnie wołanie dyrektora Baszko, który podjechał właśnie swoim uazem i zaprosił nas na przejażdżkę.
Vaunistyi wydobywa złoto rudne, znajdujące się w skałach w postaci niezwykle rozdrobnionych ziarenek, niewidocznych gołym okiem. Złoże jest eksploatowane w kamieniołomach, zwanych przez Rosjan karierami. Skała rudna, pozyskiwana w kamieniołomach, transportowana jest specjalnymi ciężarówkami - wozidłami białoruskiej marki BIEŁAZ do fabryki wzbogacania, gdzie po rozdrobnieniu poddawana jest obróbce chemicznej i elektrolizie, w wyniku której otrzymuje się mieszaninę złota i srebra. W procesie wytapiania otrzymuje się sztabki. Z racji metody wydobycia zakład pracuje cały rok, w przeciwieństwie do firm, pozyskujących metal poprzez wypłukiwanie go ze złotonośnego piasku, dla których sezon trwa zaledwie 4 miesiące w roku - od lata do jesieni. Potem ziemię skuwa lód, co uniemożliwia płukanie.
Fabryka wzbogacania, magazyn rudy, zakład mechaniczny, budynek biurowca, internat i baraki dla pracowników mieszczą się na wzgórzu. Kamieniołomy znajdują się na zboczach góry, leżącej na przeciw owego wzgórza. Ogromne ciężarówki z rudą z kariera muszą pokonać dystans 9 km w jedną stronę, zjechać ze zbocza góry, gdzie jest karier, i wjechać na wzgórze, gdzie jest fabryka.
Z naprzeciwka zbliżał się do nas ogromny samochód ciężarowy, wypełniony skałą. Dyrektor zjechał uazem na pobocze, aby ustąpić ciężarówce miejsca - jak pdkreślił - auta wiozące ładunek mają pierwszeństwo. Przypomnieliśmy sobie, że podobna zasada panuje na trasie Egvekinot-Vaunistyi, mówił nam o tym jeden z kierowców, kiedy jechaliśmy autostopem.
Biełazy, wykorzystywane w Vaunistym mają ładowność 40 ton (tutaj ładuje się na nie nawet 50 ton), same ważą około 30, i nie są największymi maszynami, pracującymi w przemyśle wydobycia złota. Ba, w porównaniu ze swoim większym bratem, modelem BIEŁAZ 7530, mogącym udźwignąć bagatela 220 ton, czy prawdziwym "potworem" CAT 797B o ładowności 380 ton, to "maleństwa" - tym niemniej budzą respekt i podziw.
Prace poszukiwawcze na Vaunistym zaczęły się jeszcze w czasach ZSRR ale po rozpadzie Sojuza przerwano je. W latach 90-tych geolog i biznesmen Miliński, zaczął wykupywać działki złotonośne i organizować firmę wydobywczą, jedną z trzech liczących się kompanii na Czukotce. Cztery lata temu, kiedy dyrektor Baszko przyjechał do Vaunistego, na wzgórzu wzniesiona była dopiero fabryka, wszyscy pracownicy mieszkali jeszcze w barakach. W sierpniu 2002 roku otrzymano pierwszą sztabkę, a do końca roku wydobyto 700 kg złota i 7 ton srebra. Zapasy na Vaunistym to około 15 ton złota i dziesięć razy więcej srebra.
Prowadzone są cały czas geologiczne prace poszukiwawcze, prognozuje się, że w okolicy może być jeszcze 25 ton złota, tak więc przed firmą rysuje się stabilna przyszłość.
Prezes Miliński, mimo statecznego wieku (ma ponad 70 lat), czynnie pracuje, jest znany i poważany na Czukotce. Należy też do grona doradców prezydenta Putina.
Zapytaliśmy dyrektora, ile złota znajduje się na jednym Biełazie. - Przy średniej zawartości 6-7 gram na tonę, na jednej ciężarówce, załadowanej powyżej normy, jest około 300-350 gram złota i dziesięć razy więcej srebra. - Uuuuf, westchnęliśmy ;)
Dojechaliśmy do kamieniołomu. Kilkudziesięciometrowy wykop odkrył pokłady skały w kolorach od żółtego poprzez czerwony do brązowego. Ładowarka podobna do fadromy, tylko dwukrotnie większa, ładowała skałę na ciężarówki. Na szczycie góry pracowało urządzenie wiertnicze, przygotowujące kolejny odcinek złoża do wysadzenia. Jak się dowiedzieliśmy, odwierty wykonywane są według określonego schematu (na planie siatki i na określoną głębokość, przeważnie na 8 metrów), w zależności od rodzaju skały i oczekiwanego efektu, tak aby eksplozja przyniosła jak najwięcej korzyści. Do otworu wsypuje się materiał wybuchowy w ilości 80 kg (!) i zakłada zapalniki.
Odwierty wykorzystuje się także do wspomnianego rozpoznania geologicznego. W trakcie rozpoznania kapitalnego wierci się otwory głębokości 100 - 200 metrów i analizuje otrzymaną próbkę przekroju. Jest też rozpoznanie eksploatacyjne, prowadzone w trakcie eksploatacji złoża, dla bieżącej kontroli ilości wydobywanego metalu. W tym celu pobiera się próbki, wwiercając w skałę, na głębokość 20 metrów, specjalną rurę. Po wyjęciu rury jej zawartość wysypuje się do specjalnego pojemnika i przekazuje do opisu przez geologa. W otwór opuszcza się również sondę, która wysyła fale radiowe i rejestruje fale odbite w postaci pików. Analiza eksploatowanego złoża pozwala planować kierunek wydobycia, omijać miejsca, gdzie zawartość jest nieopłacalna.


Wysadzanie odbywa się niemal każdego dnia. Karier jest wówczas zamykany, powiadamia się kierowników o zbliżającym się wybuchu, aby ci z kolei usunęli swoich pracowników ze strefy zagrożenia. Gdy przyjechaliśmy z dyrektorem było już po wybuchu, lecz usłyszeliśmy, że na jutro planowana jest kolejna eksplozja, tak więc istniała szansa, żeby to zobaczyć.
W drodze powrotnej podzieliłem się z dyrektorem moją refleksją, że Vaunistyi jest tak oddalony od cywilizacji, jakby leżał na końcu świata. - Nie zgadzam się, odparł dyrektor - Czukotka to nie Polska, mieszka tu mało ludzi i zupełnie normalne jest, że z Vaunistego do najbliższej miejscowości jest daleko a droga jest niełatwa. Mamy tu łączność satelitarną: telefony, internet, telewizję, używamy również radiostacji. Do Anadyru, Egvekinota, Peveka czy Komsomolskiego możemy szybko dostać się firmowym helikopterem. Z Anadyru i Peveka latają liniowce do Moskwy i kilku innych miast Rosji sami również - jeśli jest taka potrzeba - czarterujemy samoloty. Dyrektor pozwolił nam wysłać maile do domu. Pięknie podziękowaliśmy za wszystko, co dla nas zrobił i szczęśliwi poszliśmy sprawdzić godziny pracy stołówki.
Podszedł do nas wówczas pewien mężczyzna i zapytał, czy to my jesteśmy podróżnikami, którzy ogłaszali się w internecie, że jadą na Czukotkę, czy jeden z nas jest Polakiem, który dwa lata temu pisał, jak to marzy, żeby zobaczyć Pevek, Egvekinot, tutejsze góry. - To my, ja jestem Polakiem, a to mój przyjaciel z Anadyru - przedstawiliśmy się, zaskoczeni słowami naszego rozmówcy. Władimir, geolog z okolic Novosiba, szukał w internecie interesującego dla siebie miejsca pracy, znalazł informacje o Czukotce, potem trafil na forum internetowe, na którym "zwierzałem" się ze swojego marzenia. Mój zachwyt przyrodą Północy zachęcił Władimira do przyjazdu na Czukotke. Geolog zaprosił nas wieczorem do swojego balku na herbate, co przyjęliśmy z radością, ponieważ zawsze przyjemniej jest z kims porozmawiać, niż siedzieć w deszczu w namiocie.
Panie kucharki pytały nas podczas kolacji, czy to my podróżujemy rowerami po Czukotce, bo słyszały o nas w anadyrskiej telewizji ;) No nieźle, powoli stajemy się gwiazdami - śmialiśmy się. Kolacja była bardzo smaczna: na pierwsze zupa warzywna, na drugie olienina z kaszą gryczaną i surówką a na deser słodkie bułki. Wieczór u Władimira też przebiegł ciekawie, opowiadał nam o swojej bazie turystycznej w Sajanach, o geologii i wydobyciu złota.
Następnego dnia wstaliśmy bardzo rano, bo o 6.50, ponieważ o 7.30 mieliśmy jechać wachtowką (ciężarówką do przewozu osób), wraz z robotnikami kopalni, do kariera. Po śniadaniu w stołówce podeszliśmy do kilku wachtowek, przy których czekali już mężczyźni w strojach roboczych. Gdy zajęliśmy miejsca w aucie, jeszcze przez chwilę panowała wesoła atmosfera, po czym warkot silnika zagłuszył rozmowy i każdy pogrążył się w swoich myślach. Wśród robotników byli mężczyźni z Uzbekistanu, Kirgizji, Ukrainy i Rosji. Każdy przyjechał tu na półroczny kontrakt, podobnie jak w przypadku drogowców, pracował codziennie bez weekendów. Większość była tu nie pierwszy raz, nie mogąc znaleźć dobrego zarobku w miejscu zamieszkania, wybrała Daleką Północ.
Dotarliśmy na miejsce, pod budynek garażu nieopodal kariera Nr. 2. Na przeciw nas stało zaparkowanych kilka Biełazów, dojeżdżały kolejne, których kierowcy kończyli nocną zmianę. Nie bardzo wiedząc, co robić, komu się zaanonsować, śladem robotników weszliśmy do wnętrza budynku i stanęliśmy spokojnie na końcu kolejki do kierownika zmiany, który rejestrował pracowników i odprawiał do codziennych zajęć. Kiedy nadeszła nasza kolej, z ust zdziwionego kierownika padło znane nam doskonale pytanie: - kim jesteście? Przedstawiliśmy się i wyjaśniliśmy cel naszej wizyty w Vaunistym. Otrzymaliśmy pozwolenie na wycieczkę po kopalni ale po obiedzie mieliśmy nie oddalać się od garażu, ponieważ trwały właśnie przygotowania do wybuchu, planowanego na 14. Kierowcy obejmujący zmianę zaprosili nas na przejażdżkę Biełazami po całej trasie: od kariera do fabryki - nie zastanawialiśmy się ani chwili, poinformowaliśmy jeszcze o tym kierownika zmiany, aby nikt nie miał kłopotów z naszego powodu.
Jako że szoferka w ciężarówkach jest jednoosobowa, każdy z nas udał się do innego auta.
Podjechaliśmy dostojnie do kamieniołomu i stanęliśmy w kolejce aut do załadunku. Duża ładowarka z hukiem zapełniała skrzynię Biełaza. Aby tego dokonać, jej operator musiał czterokrotnie napełniać łyżkę skalnym gruzem. Nieopodal pracowała koparka, która to samo robiła w trzech podejściach, zaś wkrótce miał być uruchomiony nowy ekskawator z łyżką o pojemności 10 m3 i ładowności 20 ton, który będzie to robił za dwoma podejściami. Nasza ciężarówka, podobnie jak pozostałe, ma silnik o mocy 500 KM, z ładunkiem na grzbiecie rozwija prędkość do 50 km/godz. Podczas zmiany wykonuje 9 kursów przewożąc około 400 ton skały do magazynu fabryki, i spalając przy tym 300 litrów oleju napędowego. Przed wjazdem na plac, będący magazynem rudy, każde załadowane auto zatrzymuje się na wadze. Auta są ponumerowane, ich masa jest znana, zatem po zważeniu obciążonego Biełaza wiadomo, ile rudy wiezie. Znając wyniki analiz próbek, przeprowadzonych w fabrycznym laboratorium, można obliczyć przewidywaną ilość złota, jaka otrzymana będzie z danej partii skały.
Interesowały mnie warunki płacowe i dowiedziałem się, że mój kierowca zarabia 25 tys. rubli, czyli prawie 1000 dolarów miesięcznie. Aby móc wykonywać tą pracę, należy odbyć szkolenie i zdać egzamin.
Wykonanie pełnego koła zajęło nam około godziny, po czym wróciliśmy do kamieniołomu. Podziękowaliśmy panom i zajęliśmy się fotografowaniem pracy w karierze. Odwiedziliśmy jeszcze burilszczika, pracownika rozdygotanej maszyny z ryczącym silnikiem, która wykonuje odwierty pod wybuchy, jak również geologów, wiercących w skale w celu pobrania próbek do analizy. Spotkaliśmy naszego znajomego Władimira, który przyjechał z biura aby zabrać próbki.
Po obiedzie w stołówce mieszczącej się w budynku garażu, do którego przyjechaliśmy rano, poproszono nas, byśmy się nie oddalali, ponieważ kończą się przygotowania do wysadzenia ściany w pobliskim karierze. Naczelnik kariera wyznaczył nam miejsce, skąd bezpiecznie mogliśmy obserwować i sfotografować wybuch. Kilku pracowników garażu również zasiadło wygodnie, niczym w teatrze, na kupie stalowych rur i oczekiwało na przedstawienie. Droga do kariera została zamknięta, buldożery wyprowadzone ze strefy niebezpiecznej i w końcu przez radio naczelnika padła zgoda na detonację. Wstrzymaliśmy oddechy i przygotowaliśmy się do naciśnięcia spustów aparatów. Pech chciał, że przy drugim zdjęciu baterie w obydwu aparatach wysiadły, za to kamerka sfilmowała całe zdarzenie.
Wieczór spędziliśmy w baraku z Władimirem, jego współlokatorem, oraz ich koleżanką z działu geologicznego. Rozmawialiśmy o życiu i pracy, ale szybko przeszliśmy do gorącej dyskusji na tematy polityczne.
Będąc w Vaunistym, bardzo chcieliśmy odwiedzić laboratorium analityczne oraz fabrykę. W laboratorium przyjęto nas bardzo serdecznie, kierowniczkę Valentinę zastaliśmy podczas przeprowadzania pomiarów stężenia srebra na spektrofotometrze. Opowiedziano nam o przygotowaniu próbek do badań i metodach pomiarów, przy czym wiedzieliśmy, o co chodzi, ponieważ obydwaj mieliśmy na studiach chemię analityczną. Zadawaliśmy więc mądre pytania ;) Potem poczęstowano nas herbatą i sucharkami, przygotowanymi ekspresowo w suszarce, wykorzystywanej zwykle do suszenia naczyń laboratoryjnych.
Podczas rozmowy dołączył się do nas dyrektor fabryki i panie laborantki zręcznie wkręciły nas na wycieczkę. Oficjalnie mieliśmy zakaz wyjmowania aparatów, ale kiedy rozemocjonowani hukiem i warkotem urządzeń, które nam pokazano, poprosiliśmy o pozwolenie na zrobienie paru zdjęć - dyrektor zgodził się. Widzieliśmy cztery młyny ze stalowymi kulami w środku, których zadaniem jest rozdrobnienie skały do ziaren o średnicy 7 mikrometrów. Powstała wodna pulpa jest zagęszczana w specjalnych zbiornikach z mieszadłami a następnie traktowana cyjankiem sodu. Dalej metal adsorbowany jest na węglu aktywnym i ponownie przeprowadzany do roztworu w celu oczyszczenia. Roztwór poddaje się elektrolizie, podczas której na katodzie wydziela się złoto i srebro, które po zdjęciu z elektrod i wysuszeniu przetapiane są na złoto-srebrne sztabki.
Jak powiedział nam dyrektor fabryki, sztabki mają kolor srebrzysty, ponieważ ilość srebra jest dziesięciokrotnie większa niż złota.
Sztabki przewozi się następnie do zakładu wzbogacania w miejscowości Kasimov w centrum Rosji, gdzie za określoną opłatą następuje końcowa obróbka wydobytego na Czukotce metalu: złoto i srebro są rozdzielane, oczyszczane, stapiane w sztabki o próbie 0,999 i wysyłane do banku.
Na Czukotce są trzy liczące się firmy, zajmujące się wydobyciem złota: ZA Chukotka, w której gościliśmy, Rudnik Kupol' - przedsiębiorstwo kanadyjsko-rosyjskie, które rozpocznie wydobycie w 2007 roku (w jego złotej górze jest około 350 ton cennego kruszcu), oraz Rudnik Mayskiy, obecnie w trakcie budowy (zasoby ok. 240 ton).
Byliśmy niezwykle zadowoleni, że mogliśmy zwiedzić przedsiębiorstwo i dowiedzieć się tylu nowych i bardzo ciekawych rzeczy. Przy tym spotkaliśmy tak wielu życzliwych ludzi, że - nie wątpię w to - wizyta v Vaunistym pozostanie w naszej pamięci na całe życie!
Po kilku dniach nadszedł czas na wyruszenie w dalszą drogę. Łańcuchy rowerów, które przez te dni leżały w trawie na deszczu, nieco zardzewiały. Oczyściliśmy łańcuchy oraz przerzutki, nasmarowaliśmy je i nasze rowerki były gotowe do wyruszenia w trasę ;)
Tym razem mieliśmy do przejechania 200 km do przydrożnej bazy "naszej" kopalni. Baza nazywała się Osinovaya i zamieszkiwał w niej ponoć tylko jeden człowiek - kucharz. Po drodze czekało nas przekroczenie trzech dużych rzek, oraz podjazd na górską przełęcz o nazwie Przełęcz Żołnierska (Pereval' Soldatskiy) i wysokości niemal 1000 metrów. Oczywiście oprócz wymienionych, po drodze miało być mnóstwo innych rzek i rzeczek do pokonania wpław, oraz wiele podjazdów.
|
|