|
Od lat 30-tych do 50-tych na terenie Rejonu Czauńskiego działał Dalstroj, który siłami więźniów politycznych, trzymanych w obozach i zmuszanych do pracy rozwijał cywilizację. Więźniowie budowali port morski, magazyny, domy mieszkalne, wreszcie zakłady górnicze i fabryki wzbogacania rud metali. W rejonie panowała dwuwładza: gospodarka funkcjonowała w strukturze Dalstroju, administracja formalnie podporządkowana była partii komunistycznej, a w rzeczywistości kierownictwu Dalstroju, który objął kontrolę praktycznie nad wszystkimi sferami życia. Terytorialnie strefa wpływów Dalstroju zajmowała cały Obwód Magadański, w skład którego wchodziła Czukotka.
Więźniów politycznych przywożono do Peveka statkami i samolotami. Początkowo spali w brezentowych namiotach, dopóki nie wybudowali sobie obozu. Skazani na wieloletnie wyroki, jeśli przeżyli koszmarne warunki pracy i nieludzkie traktowanie przez straż obozową, po odbyciu kary odzyskiwali wolność ale bez prawa opuszczenia Czukotki. osoby takie dopiero po wielu latach od zakończenia odbywania kary, mogły ubiegać się o pozwolenie wyjazdu do "kontynentalnej" części Rosji (jak mówią Rosjanie na matierik).
W jednej z wiosek, gdzie więźniowie wydobywali uran, żółty promieniotwórczy piasek ładowali łopatami do beczek i zwykłymi samochodami przewozili do fabryki wzbogacania. Pracowali bez strojów ochronnych. Ilu ludzi zginęło, o tym na razie archiwa milczą.
Tutejsze drogi zbudowano na kościach więźniów. Droga, która wiedzie do nadmorskiej wsi Valkumiej w latach 70-tych niejednokrotnie odsłaniała swoją ponurą tajemnicę podmywana przez wody oceanu. Ludzkie kości padały wprost do morza...


Spotkałem kobietę, której rodzinę bezpośrednio dotknęła obozowa machina. Jej wuj zaginął w latach 60-tych. Początkowo bliscy myśleli, że dokądś wyjechał, lecz kiedy przez dziesięciolecia nie dawał znaku życia, zrozumieli, że pewnie został osadzony w obozie. W 1992 roku wysłali zapytanie o los wuja do instytutu Memoriał i po dwóch latach otrzymali odpowiedź, że mężczyzna o podanym imieniu i nazwisku przebywał w obozie w Obwodzie Magadańskim, w Czauńskim Rejonie, czyli całkiem blisko domu. Memoriał podał nawet numer obozu, lecz ponieważ dane o rozmieszczeniu zon są tajne, nie można było ustalić lokalizacji.
Kobieta pojechała ze swoimi bliskimi na teren jednej z zon, gdzie - jak wiedziała - zachował się niewielki cmentarz więźniów. O miejscu spoczynku mówiły tylko małe paliki z przybitymi do nich dekielkami od konserw, na których wyryto numery więźniów...
- Pojechaliśmy tam, narwaliśmy kwiatów, pomodliliśmy się za tych ludzi. Przecież powinien ktoś o nich pamiętać...
Ponieważ w Rejonie Czauńskim, oprócz ołowiu, wydobywano złoto i uran, archiwa obozowe nadal pozostają utajnione. Obozy były tam zamykane w latach 50-tych i 60-tych. Odwiedzanie już nieczynnych zon było surowo zabronione, dlatego wiele obiektów istniejącej tam infrastruktury, wystawione wprawdzie na działanie surowych warunków klimatycznych, zachowało się po dzień dzisiejszy. Inne były demontowane na materiały budowlane przez płukaczy złota, działających w całej okolicy. O obozach pracy pozwolono głośno mówić dopiero w latach 90-tych.
Zapragnęliśmy odwiedzić jedną z zon. Pojechaliśmy taksówką w tundrę kilkadziesiąt kilometrów od Peveka, gdzie zachowały się pozostałości obozowych baraków. Na środku kompletnego pustkowia zastaliśmy szereg kamiennych domów otoczonych resztkami ogrodzenia z drutu kolczastego. Dachy budynków zapadły się do wnętrza, na niektórych murach widoczne były ślady pożaru. Nieco dalej od głównego zgrupowania domów, za podwójnym ogrodzeniem stały resztki dwóch dwuizbowych baraków. Znajdował się w nich prawdopodobnie karcer. Cele były niskie, tak, że przetrzymywana w nich osoba średniego wzrostu nie mogła stanąć w pozycji wyprostowanej. Wyjście zagradzały stalowe drzwi z solidną kratą. Wewnątrz celi stało żelazne łóżko i leżał kawał blachy, stanowiącej zapewne część systemu grzewczego. Blachę stawiało się onegdaj przy piecu, zrobionym z beczki po ropie i służyła jako promiennik ciepła - nagrzana oddawała ciepło.
Spojrzałem przez wąskie zakratowane okienko na pustą pagórkowatą przestrzeń, porośniętą żółknącą jesienną tundrą. Oprócz kraty w oknie, widok przesłaniało podwójne ogrodzenie z drutu kolczastego. Kilkadziesiąt lat temu stał tutaj jakiś więzień i patrzył w bezkresną dal. Patrzył i w całej beznadziei swojego nędznego położenia, nie wierzył już, że gdzieś tam, tysiące kilometrów stąd istnieje normalny świat, który znał z dzieciństwa, bez zimna, głodu i nienawistnych wrzasków strażników - recydywistów.
Poczułem, że nie chcę być tu ani chwili dłużej.
|
|