Archipelag Gułag
BUTUGYCZAG
Galeria

 

 
  
Miasta Rosji -
Sankt Petersburg
Droga Kołymska
Złota Kołyma
Archipelag Gułag
DNIEPROWSKI
Archipelag Gułag
BUTUGYCZAG
Miasta Rosji
- Jakuck
Miasta Rosji
- Magadan
Iran - DAMAVAND
Miasta Rosji
- Władywostok
Kolej transsyberyjska
Kamczatka 2003
Oblicza Gobi
W poszukiwaniu końca świata
Skansen
w Ułan Ude
Karpaty Południowe
Góry Stołowe
Wycieczka
po Dolnym Śląsku
Kotlina Kłodzka

 
Cezary Bugajczyk
Archipelag Gułag - BUTUGYCZAG

 

 

Podczas podróży po Kołymie nie sposób przejść obojętnie obok tragicznej historii tej ziemi. Przejeżdżając trasą kołymską zbudowaną przez zeków dla połączenia łagrów archipelagu GUŁAG z portem morskim w Magadanie, warto zapytać miejscowych o lokalizacje stalinowskich obozów. Do dzisiejszego dnia bowiem, daleko w górach zachowały się pozostałości miejsc kaźni tysięcy "wrogów narodu radzieckiego" ukaranych za swoje przekonania zsyłką do "innego świata".

Duża dolina, około 12 km długości i 3-4 km szerokości, do której wiosną spływają wartkie strumienie z otaczających gór, nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród szeregu podobnych dolin, znajdujących się w górnym biegu rzeki Kołymy. To tutaj, obok kasyterytu (ruda ołowiu), geolodzy odkryli złoża rudy uranowej, wykorzystanej później do budowy radzieckiej bomby atomowej.

Złoże rudy ołowiu, odkryte w 1936 r. przez geologa B. L. Flerowa, otrzymało nazwę od dźwięcznego słowa eweńskiego, oznaczającego chorobę nóg dotykającą renifery. Właśnie tym słowem - Butugyczag - geolodzy nazwali na początku niewielka rzekę, wijącą się w górskiej dolinie.

Oficjalnie kopalnię rudy ołowiu zaczęto budować tu w 1942 r., choć faktycznie wydobycie rudy w niewielkich ilościach ze sztolni próbnych prowadzone było przez geologów-zwiadowców od 1937 r.
Już pierwszego roku eksploatacji kopalnia pod względem objętości produkcji i ilości pracujących w niej robotników stała się jednym z większych przedsiębiorstw trustu Dalstroj, zarządzającego kołymskimi obozami pracy Archipelagu Gułag.

W każdym z przedsiębiorstw Dalstroju, gdzie wykorzystywano więźniów jako siłę roboczą, jednocześnie w obozie przetrzymywano z reguły nie więcej niż 2 tys. osób. W 1947 r. w Butugyczagu pracowało 2410 więźniów, spośród których 2174 osoby były skierowane tu za przestępstwa polityczne. Tych ostatnich wykorzystywano do najcięższych robót w sztolniach: wykonywania odwiertów w skale, ładowania rudy do wagoników i wywożenia jej.
Oprócz zeków, przy pracach inżynieryjno-technicznych pracowało 68 robotników wolnonajemnych, a na stanowiskach pomocniczych i przy obsłudze łagru - 338 byłych więźniów.

W Butugyczagu więźniowie przebywali w czterech podobozach (zonach): męskich i kobiecych. Dwa z nich stanowiły tzw. obóz dolny, gdzie trzymano więźniów osądzonych za przestępstwa pospolite i kryminalne, a dwa pozostałe - obóz górny - dla więźniów politycznych.

Od lutego 1948 r. w obozie górnym prowadzone było rozpoznanie złóż uranu i wkrótce rozpoczęło się jego wydobycie; jednocześnie budowano fabrykę wzbogacania rudy uranowej. Ponad 3 tysiące ludzi, nie świadomych zagrożenia, wydobywało uranową rudę ręcznie, bez jakichkolwiek środków ochronnych.

Katorżnicza praca, złe odżywianie, skrajnie surowe warunki bytowe prowadziły do dużej śmiertelności wśród więźniów. E. Vladimirova, dziennikarka i poetka więziona w Butugyczagu wspomina: Ciężkie warunki bytu prowadziły do masowego wycieńczenia ludzi, masowej dystrofii, zachorowań na serce, biegunek, szkorbutu itd... Liczba osób niezdolnych do pracy, nawet według srogich norm obozowych, osiągała połowę ilości wszystkich więźniów. Masowe były sezonowe zachorowania, których moznaby uniknąć niewielkim nakładem sił i uwagi: odmrożenia zimą (czasem 30 przypadków dziennie na 800 osób w jednym obozowym punkcie) i choroby oczne wiosną, prowadzące niekiedy do pełnej ślepoty, wywołane przez ostre światło słoneczne. Konieczne było stosowanie okularów, ale za mojej bytności ich nie wydawano. Czasem bezskutecznie próbowano zastąpić je gazą.

We wspomnieniach byłych więźniów Butugyczagu, którzy cudem przetrwali, wymieniane są różne ilości przebywających tu zesłańców. Poeta Anatoliy Żigulin w noweli "Czarne kamienie" podaje liczbę 50 tys. zesłańców, którzy mieli przebywać jednocześnie w Butugyczagu. Piotr Chmielnicki pisze o 350-380 tys. wrogów narodu którzy zostali wykorzystani do eksploatacji złóż kasyterytu, przy czym śmiertelność w skali roku miała wynosić 25-30 tys. osób. Jednakże dokumentalne raporty zarządu północno-wschodnich obozów Dalstroju NKWD zaświadczają, że nigdy w historii działalności Butugyczagu, liczba zatrudnionych w nim więźniów nie przekroczyła 7 tys.

W 1954 roku Butugyczag zamknięto w związku z ogłoszeniem amnestii i zwalnianiem więźniów z obozów a rok później, w końcu maja 1955 r. ostatecznie go zlikwidowano.

Z powodu prowadzonego na tym terenie wydobycia rud uranu, w sąsiedztwie hałd złocisto-żółtego piasku, wydobytego z kopalni, oraz u wejść do sztolni, stwierdza się podwyższony poziom promieniowania jonizującego. Według informacji jednego z dziennikarzy, który odwiedził Butugyczag w 1988 r., radioaktywność mierzona u wejścia do głównych sztolni 20-krotnie przewyższała normę. Pewni Japończycy, którzy przybyli tu kilka lat temu i mieli ze sobą licznik Geigera-Mulera, zawrócili w popłochu, nie dojechawszy do budynków obozu.

W latach 60-tych miejscowe władze zdecydowały w opuszczonym budynku byłej fabryki wzbogacania rudy uranowej zorganizować ptasią fermę. Zachęciły je do tego solidne betonowe budynki postawione w górskiej dolinie i znajdujące się w pobliżu hałdy czystego żółtego piasku. Ku ogólnemu zadowoleniu władz ferma wkrótce została uruchomiona. Jednakże radość skończyła się, gdy na świat przyszły dość dziwne kurczęta. Odpowiedź specjalistów była jednoznaczna: te trójnożne i dwugłowe istoty pojawiły się w rezultacie wykorzystania radioaktywnego piasku podczas ich hodowli.

Obecnie teren byłego obozu jest opuszczony i tylko z rzadka odwiedzany przez osoby interesujące się jego historią. Drewniano-kamienne baraki obozu górnego niemal się zawaliły, z więziennych budynków w obozie dolnym pozostały kamienne ściany z kratami z grubych stalowych prętów w otworach okiennych, które napawają ponurą refleksją na temat ludzkiego okrucieństwa. Nieopodal więzienia w obozie dolnym straszy sterta resztek butów, których używali więźniowie, Kilkaset metrów dalej natrafiamy na cmentarz, gdzie zamiast krzyży, na mogiłach zatknięte są paliki z przybitymi denkami od konserw, na których wyryte są numery zmarłych...

Od lat podnoszony jest postulat ustanowienia Butugyczagu miejscem pamięci, jednak z powodu podwyższonego poziomu promieniowania jonizującego, póki co idea ta pozostaje niezrealizowana.


 
do góry