|
Morze Araskie to właściwie jezioro, teraz to już nawet 2 słone jeziora. W wodę zasilają je głównie dwie rzeki: Syr Daria na północy i Amu Daria na południu. W latach siedemdziesiątych zaczęło stopniowo wysychać, gdy w wyniku próby nawodnienia nowych pól bawałny ilość wody wpadającej z obu głównych rzek zmalała 10-krotnie. Zbiory bawełny wzrosły (choć nie na długo, bo ziemia ulegała stopniowemi zasoleniu), ale morze zanikało by wkońcu rozpaść się na dwa mniejsze. W Aralsku początkowo próbowano je "gonić" kopiąc kanał, by nadal korzystać z portu, w końcu projekt zarzucono. I tak nie było czego łowić, bo morze zrobiło się zbyt słone. Aralsk stopniowo się wyludniał. Statki zostały, nie miały dokąd odpłynąć. Podobno istnieje szansa na uratowanie północnego jeziora. Po zbudowaniu tamy odcinającej Syr Darię od morza południowego (które w wyniku tego rozpadnie się jeszcze na 2 następne), północne jezioro, otrzymuje teraz wszystką wodę uchodzącą z rzeki i powoli się powiększa. Zmniesza się zasolenie, jest szansa, że do jeziora wróci życie. Podobno przy ujściu już są ryby.
Przywitała nas wichura - piach z solą i deszczem. To tu normalne, zdarza się średnio 2 razy na tydzień, z powodu zaburzonej równowagi klimatycznej. Opuszczone domy, okna zabite dyktą - trochę przygnębiający widok. Program prezydenta "Kazachstan 2030" (patrz zdjęcie) zapowiada ze 2030 będzie w tym kraju lepiej... Ciekawe czy także w Aralsku, czy też zostanie on uznany za "nieperspektivnyj gorod"? Dziś życie kwitnie jedynie na bazarze, tam też udało nam się załatwić nocleg. Mieszkań w Aralsku nie brakuje.
Tuż za miastem była plaża, stare doki, remontownie. Nieopodal cmentarzysko statków. Przewodnik Lonely Planet mówi, że najbliższe wraki można zobaczyć w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Aralska i trzeba w tym celu wynająć samochód... Cóż, chyba jednak lonelyplanetowi pisarze do Aralska nie zawitali. Początkowo i my się nabraliśmy na opis z przewodnika, szukajac kierowcy który by nas "tam" zawiózł. Taksówkarze dziwnie się na nas patrzyli, pytając: A co mało wam tutaj statków? Nie brakowało - co sto metrów wrak, tak po horyzont. Niektóre na trawie, niektóre na piachu, na dnie morza. Odbyliśmy całodzienny spacer około pięciu metrów pod dawną powierzchnią wody.
Morze znajduje się teraz około 30 km od Aralska, ale po deszczu nikt nie chciał nas tam zawieść z powodu dużego błota. No nic, innym razem. Poczekamy aż morze "przyjdzie" trochę bliżej.
W Aralsku spędziliśmy tylko 2 dni, następnie udaliśmy się pociągiem na południe Kazachstanu. Ciekawstką jest mozaika na dworcu kolejowym, chwaląca rewolucyjną gotowość aralskich rybaków. Wykonano ją wtedy, gdy już władze wiedziały, że morze wyschnie.
Pociąg. Trochę się można zdziwić będąc przyzwyczajonym do kolei na terenie Rosji. W Kazachstanie wygląda to zgoła inaczej. Od 6 rano chodzą panowie sprzedający magnetofony (wyjące na cały regulator), panie ze skarpetkami z wielbłądziej wełny. Toalety szybko przestają działać. Przechadza się "rekiet" czyli panowie w garniurkach zbierający "prowizję". Pociag "dobiera" dodatkowych pasażerów na półki bagażowe, robi się ciasno.
Ale za to jest wesoło - pociąg pełen jest szczęśliwców którym udało się zarobić w Rosji, panuje miła atmosfera.
|