|
Przyjechalismy do Moskwy pociągiem z Brześcia. Nie mieliśmy
jeszcze biletów lotniczych do Jakucka. Od razu udaliśmy się
do agencji turystycznej, znajdującej się naprzeciw
Dworca Białoruskiego, żeby sprawdzić, na kiedy można kupić bilety.
Nie mieliśmy gdzie przenocować w Moskwie, więc byliśmy zainteresowani
jak najszybszym terminem odlotu.
Okazało się, że są wolne miejsca na wieczorny lot liniami Domodedovo Airlines. Bilet kosztował 263$, a dla osób w wieku do 25 lat była zniżka 40$. Agencja pobierała 4,5$ prowizji (140 rubli).
Zadowoleni wyruszyliśmy na "podbój" stolicy. Przespacerowaliśmy
z Placu Czerwonego do cerkwi Chrystusa Zbawiciela. Odwiedziliśmy bar
mleczny niedaleko Placu Czerwonego, gdzie skosztowaliśmy pysznego
rosyjskiego "fast foodu" (pielmieni, czieburieki, bieliaszi). Poszliśmy na Arbat,
wstąpiliśmy do kilku moskiewskich aptek (czy raczej świetnie
zaopatrzonych supermarketów aptecznych).
Około szesnastej udaliśmy się metrem na stację Domodiedowskaja
(zielona linia metra), skąd busem (Marszrutnoje Taksi)
przejechaliśmy na lotnisko Domodiedowo. Położone ono jest ok. 60 km od centrum,
od stacji Domodiedowskaja dzieli je dystans 35 km.
Bilet na przejazd kosztował 35 rubli za osobę, plus 10 rubli za bagaż.
Na lotnisku przeszliśmy odprawę paszportową, i skierowano nas do autobusu,
który miał zawieźć pasażerów do samolotu. Po półgodzinnym oczekiwaniu
autobus podwiózł nas do... wejścia do gmachu lotniska.
Jeszcze godzina czekania i dowiedzieliśmy się, że lot został odwołany
z powodu "nielotnoj pogody". Wokół Jakucka szalał pożar tajgi. Było
bardzo duże zadymienie powietrza, ograniczające widoczność na tyle, że samolot
nie mógłby bezpiecznie wylądować.
Tą noc spędziliśmy w dworcowej poczekalni...
Następnego dnia udało nam się wystartować i lot przebiegał standardowo.
Po jakichś 4 tysiącach kilometrów chmury przerzedziły się na tyle,
że mogliśmy obserwować z okien syberyjską ziemię, poprzecinaną tysiącami
meandrujących rzek i okraszoną mnóstwem jezior. Piękny widok!
Nie dane nam było jednak od razu wylądować w Jakucku.
Pod koniec lotu poinformowano nas, że z powodu złych warunków
atmosferycznych nad Jakuckiem (zadymienie) lecimy do Chabarowska nad Amurem.
Nawet ucieszyła nas ta wiadomość - przecież to prawie na wschodnim krańcu Azji!
Na lotnisku przyjechał po nas autobus - Ciężarowy Ził z naczepą do przewozu osób,
co wyglądało dość egzotycznie. Po płycie lotniska przemierzały Uazy i Ziły-cysterny.
Tym razem "Awiakompania" Domodedovo Airlines zorganizowała nam miejsca w hotelu,
gdzie mieliśmy czekać na komunikat dotyczący dalszego lotu.
Udało nam się wyrwać na półtorej godziny, żeby pospacerować po mieście.
Poszliśmy na główny plac - "Płoszczadz' Lenina", którego strzeże
okazały pomnik Wodza Rewolucji. Na środku placu młodzież jeździła na rolkach,
panowała wielkomiejska atmosfera.
Po szerokich ulicach jeździ tam wiele japońskich samochodów osobowych,
transport publiczny stanowią zaś zdezelowane autobusiki rosyjskich marek
(Maz, Gaz), tzw. marszrutnoje taksi.
Nocą wylecieliśmy do Jakucka. Nad ranem 7 sierpnia znaleźliśmy się wreszcie w stolicy Sachy.
|