|
Od razu udaliśmy się do poczekalni, aby odebrać bagaż.
Zakupiliśmy mapę Jakucka w pobliskim hotelu (cena 20 rubli, a na lotnisku drożej - 50 rubli)
aby rozeznać się w sytuacji.
Należało znależć Biuro Meldunkowe oraz sklep "Globus" z mapami.
Nasi polscy znajomi, którzy kierowali się w Góry Ałdańskie,
postanowili zatrzymać się w hotelu. My chcieliśmy się zarejestrować
i jak najszybciej odlecieć do Batagaju, niedaleko Gór Wierchojańskich.
Do miasta pojechaliśmy marszrutką nr 8 (koszt przejazdu
5 rubli plus tyle samo za bagaż) Wysiadłszy przy ulicy Dzierżyńskiego
z ciekawością popatrzyliśmy na bloki mieszkalne.
Rzeczywiście zbudowane są na palach, podobnie jak wszystkie inne
nowe budynki Jakucka. Wykonane są one, mówiąc delikatnie, niedbale,
jakby były budowane w pośpiechu. Płyty niekoniecznie do siebie
ściśle przylegają, budynki mają wyblakłe kolory. Jeśli są
w jakichś miejscach nieszczelne, mieszkańcy zabezpieczają
je brzydką brązową masą.
Do hotelu "Arktika" poszliśmy wspólnie ze znajomymi.
Mieli oni szczegółowe namiary na naczelnika zajmującego się
w Ministerstwie Spraw Zagranicznych przyznawaniem cudzoziemcom
Rozrieszenia (Pozwolenia), chcieliśmy się do nich przyłączyć,
kiedy będą szli załatwiać formalności.
Hotel mieści się w kilkupiętrowym budynku. W pokojach umeblowanie
stanowią łóżka, stolik z telewizorem, stół, krzesła, szafa.
Ściany raczej dawno nie odnawiane. Toalety i łazienki
są bardzo zaniedbane, tak jakby Rosjanie nie znali deski
klozetowej czy lustra łazienkowego...
Przy głównej ulicy o nazwie Prospekt Lenina znajduje
kilka teatrów, hotel Lena, centrum telefoniczne, kafejki, sklepy,
a w tym ważny sklep dla każdego podróżnika - "GLOBUS",
w którym można kupić mapy wielu rejonów Syberii.
Ulica prowadzi do Placu Lenina, na którym stoi okazały pomnik Wodza.
Plac okolony jest budynkami rządowymi i administracyjnymi.
Za naszej obecności miasto przygotowywało się do obchodów swojego święta.
Wszędzie spotykaliśmy napisy "Gorodu Jakucku 370 ljet", "Jakutia i Rossija", itp.
Główne uroczystości miały się odbyć pod koniec sierpnia.
Po ulicach jeździ mnóstwo japońskich aut, zarówno terenowych jak i osobowych,
komunikację publiczną zaś - podobnie jak to już widzieliśmy w Chabarowsku -
stanowią zdezelowane autobusiki rosyjskich marek.
Ze względu na trudne warunki przyrodnicze wszystkie rurociągi poprowadzone są na powierzchni,
poza tym również sieć telefoniczna biegnie przewodami na zewnątrz.
Wygląda to tak, że od każdego bloku odchodzi pokaźna wiązka przewodów.
Nie ma położonych płyt ani kostki brukowej na chodnikach. Z reguły są to piaszczyste pobocza,
albo "ścieżki" wyłożone topornymi wielkimi betonowymi płytami. Wrażenie jest takie, jakby się chodziło
po nieukończonej budowie.
Zresztą całe niemal miasto to taka "nieukończona" budowa i dosłownie i w przenośni.
Dosłownie: widać dźwigi wieżowe, i prowadzone budowy, buduje się tez drogi.
W przenośni: widać niedbalstwo budowniczych, tak jakby chcieli oni zrobić tylko to,
co im kazano - czyli postawić dom, blok itp. a nie mieli już zapału
do wykończenia obiektów i posprzątania po sobie.
Sami mieszkańcy są jednak zadbani i modnie ubrani. Jest ich w Jakucku ok. 230 tysięcy,
z czego połowę stanowią Rosjanie, a połowę Jakuci.
Istnieje między nimi wiele antagonizmów. Dowiedzieliśmy się od pewnego Rosjanina,
że Jakuci chcieliby mieć własne państwo, niezależne od Rosji, że nie lubią Rosjan.
Potwierdzili to później w rozmowie Eweni z Ojmiakonu, którzy mówili nam, że wiek XXI będzie wiekiem żółtej rasy.
Niektórzy Rosjanie również nie darzą Jakutów sympatią. Nasza koleżanka powiedziała nam,
iż nie dostała się na Wydział Historii Jakuckiego Uniwersytetu mimo że miała wyróżnienie
na olimpiadzie wiedzy z historii, ponieważ nie jest Jakutką.
|