Wstęp
Jedziemy
na Daleki Wschód
Podróż
Jakuck
Formalności
Dokąd teraz?
Tajga
Chandyga
Autostopem
przez Syberię
Informacje praktyczne
Galeria

 

 
  
Miasta Rosji -
Sankt Petersburg
Droga Kołymska
Złota Kołyma
Archipelag Gułag
DNIEPROWSKI
Archipelag Gułag
BUTUGYCZAG
Miasta Rosji
- Jakuck
Miasta Rosji
- Magadan
Iran - DAMAVAND
Miasta Rosji
- Władywostok
Kolej transsyberyjska
Kamczatka 2003
Oblicza Gobi
W poszukiwaniu końca świata
Skansen
w Ułan Ude
Karpaty Południowe
Góry Stołowe
Wycieczka
po Dolnym Śląsku
Kotlina Kłodzka

 

Chcemy być w porządku
Formalności w stolicy Sachy

"Przyjechaliście bez Zaproszenia? Tak my turystów nie witamy", usłyszeliśmy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Sacha.

 

Żeby otrzymać Pozwolenie na przebywanie na terenie Jakucji, które pozwala uzyskać Rejestrację w Biurze Wizowo-Paszportowym (OWIRZE), trzeba mieć Zaproszenie od mieszkańca, firmy, lub miejscowej instytucji. Bez Rejestracji obcokrajowiec (inostraniec) może przebywać na terytorium rosyjskim maksymalnie trzy doby.
To nie tylko brzmi skomplikowanie. Być w zgodzie z rosyjskim prawem wymagało od nas mnóstwo wytrwałości. Słyszeliśmy już nieco o rosyjskiej szkole cierpliwości, ale nie przypuszczaliśmy, że wyrażenia: "My budziem rzdac", "Podorzdjom", przyjdzie nam powtórzyć jeszcze tyle razy...

Pierwsze trudności administracyjne pojawiły się w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Sachy. Urzędniczka nie chciała wydać nam Pozwolenia na pobyt. Przyczyną tego był brak zaproszenia od miejscowej organizacji lub osoby prywatnej. Tłumaczono nam, że w przypadku kłopotów odpowiedzialność za bezpieczeństwo obcokrajowca spada na zapraszającego. Rosjanie twierdzili, że nie chcą żadnych konfliktów międzynarodowych w przypadku gdy coś złego zdarzy się na ich terenie obywatelowi innego kraju. Przekonywaliśmy ich, że jesteśmy świadomi trudnych warunków panujących w tajdze, mamy polisy ubezpieczeniowe, jesteśmy przewodnikami górskimi, lecz kiwali tylko głowami i patrzyli na nas dziwnie.

Musieliśmy rozpisać na kartce co będziemy robić każdego dnia, co było czystą abstrakcją. Nie mieliśmy bowiem sprecyzowanego planu wyprawy w tajgę. Wiedzieliśmy tylko, że musimy znaleźć się w górach (Wierchojańskich lub Suntar Chajata, zależnie od możliwości transportowych). Poza tym z perspektywy czasu wiemy, że podróżowanie w Rosji nie jest takie proste z uwagi na ciągły brak biletów. Stąd jakiekolwiek szczegółowe planowanie co do dnia, jest śmieszne.

Po rozmowie z naczelnikiem odpowiedzialnym za sprawy meldunkowe już myśleliśmy że wszystko jest załatwione, gdy pani sekretarka stwierdziła, ze wydanie pozwolenia w takiej sytuacji (brak zaproszenia) jest nielegalne. Pokazaliśmy jej nasz List żelazny. Zwracamy się w nim do władz administracyjnych, wojskowych i osób prywatnych o udzielenie wszelkiej pomocy. Pismo było podstemplowane pieczątkami klubowymi i PTTK. Wygladało na tyle wiarygodnie, że urzędniczka zrobiła z tego kserokopię i dołączyła do swojego zbioru dokumentów (!).

W końcu otrzymaliśmy Tymczasowe Pozwolenie (Razrieszenie), z zaleceniem by dalszych formalności (otrzymanie wizy - Rejestracji) dokonać w OWIRZE - Biurze Wizowo-Paszportowym przy ulicy Lermontowa.

Cóż, udaliśmy się tam na kolejną lekcję cierpliwości. Naczelnik OWIRU, Anna Nikołajewna (pozdrawiamy Panią) nie chciała z nami w ogóle rozmawiać. Kiedy kilkakrotnie mijała nas przechodząc korytarzem, próbowaliśmy ją zagadnąć i wyjaśnić jej naszą sprawę. Ignorowała nas jednak, podobnie jak pozostałych interesantów. Poprosiliśmy o pomoc pewną urzędniczkę, jednak ta rozłożyła bezradnie ręce: "Nie zmuszę swojej szefowej, żeby was przyjęła - trzeba czekać". Dowiedzieliśmy się, ze w Biurze mają obecnie jakąś kontrolę i dlatego pani Naczelnik jest bardzo zajęta. Najlepiej żebyśmy przyszli za dwie godziny. Po dwóch godzinach okazało się jednak, że biuro jest zamknięte! Zauważyliśmy, że tylnymi drzwiami wychodzą z budynku jacyś robotnicy i postanowiliśmy tamtędy dostać się do wnętrza. Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy przekonaliśmy się, że biuro nadal jest czynne! Ospali interesanci nadal stali w kolejce, czyli wszystko było   n o r m a l n i e.

Po półtorej godzinie oczekiwania w końcu zostaliśmy przyjęci. Znudzona Anna Nikołajewna spytała, o co nam chodzi. Dała się przekonać do wydania nam Registracji, dopiero po zapewnieniach, że wiemy na co się porywamy i bierzemy za siebie pełną odpowiedzialność. Dodatkowo musieliśmy napisać podanie, przedłożyć uzyskane wcześniej w ministerstwie Rozrieszenie i nasz List żelazny (Bumagę), z którego sporządziła sobie kopię. Na koniec wręczyła nam upragnione wkładki do paszportu (dowody rejestracji), i... zażądała wniesienia opłaty w wysokości 500 rubli od osoby (ok. 70 zł). Powiedzieliśmy, że jesteśmy zaskoczeni tak wysoką kwotą.
"Tyle kosztuje rejestracja" odpowiedziała Naczelnik.
"Gdzie zatem znajduje się kasa?" - spytaliśmy zrezygnowani.
Wtedy kobieta nagle zmiękła:
"Zwracacie się w Waszym piśmie o pomoc do wszystkich urzędów, zatem nie weźmiemy od Was pieniędzy."
Znów przydała nam sie bumaga! Tego się po Annie Nikołajewnie nie spodziewaliśmy. Podziekowaliśmy pięknie i szybko wyszliśmy, żeby się nie rozmyśliła...


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona do góry