|
Żeby otrzymać Pozwolenie na przebywanie na terenie Jakucji,
które pozwala uzyskać Rejestrację
w Biurze Wizowo-Paszportowym (OWIRZE), trzeba mieć Zaproszenie
od mieszkańca, firmy, lub miejscowej instytucji.
Bez Rejestracji obcokrajowiec (inostraniec) może przebywać
na terytorium rosyjskim maksymalnie trzy doby.
To nie tylko brzmi skomplikowanie. Być w zgodzie z rosyjskim
prawem wymagało od nas mnóstwo wytrwałości.
Słyszeliśmy już nieco o rosyjskiej szkole cierpliwości, ale nie
przypuszczaliśmy, że wyrażenia: "My budziem rzdac", "Podorzdjom",
przyjdzie nam powtórzyć jeszcze tyle razy...
Pierwsze trudności administracyjne pojawiły się w Ministerstwie
Spraw Zagranicznych Sachy. Urzędniczka nie chciała wydać nam Pozwolenia na pobyt.
Przyczyną tego był brak zaproszenia od miejscowej organizacji lub osoby prywatnej.
Tłumaczono nam, że w przypadku kłopotów
odpowiedzialność za bezpieczeństwo obcokrajowca spada na zapraszającego.
Rosjanie twierdzili, że nie chcą żadnych konfliktów
międzynarodowych w przypadku gdy coś złego zdarzy się na ich
terenie obywatelowi innego kraju.
Przekonywaliśmy ich, że jesteśmy świadomi trudnych warunków
panujących w tajdze, mamy polisy ubezpieczeniowe, jesteśmy przewodnikami górskimi,
lecz kiwali tylko głowami i patrzyli na nas dziwnie.
Musieliśmy rozpisać na kartce co będziemy robić każdego dnia,
co było czystą abstrakcją.
Nie mieliśmy bowiem sprecyzowanego planu wyprawy w tajgę.
Wiedzieliśmy tylko, że musimy znaleźć się w górach (Wierchojańskich lub Suntar Chajata,
zależnie od możliwości transportowych).
Poza tym z perspektywy czasu wiemy, że podróżowanie
w Rosji nie jest takie proste z uwagi na ciągły brak biletów.
Stąd jakiekolwiek szczegółowe planowanie co do dnia, jest śmieszne.
Po rozmowie z naczelnikiem odpowiedzialnym za sprawy meldunkowe już
myśleliśmy że wszystko jest załatwione, gdy pani sekretarka stwierdziła,
ze wydanie pozwolenia w takiej sytuacji (brak zaproszenia) jest nielegalne.
Pokazaliśmy jej nasz List żelazny.
Zwracamy się w nim do władz administracyjnych, wojskowych i osób prywatnych
o udzielenie wszelkiej pomocy.
Pismo było podstemplowane pieczątkami klubowymi i PTTK.
Wygladało na tyle wiarygodnie, że urzędniczka zrobiła
z tego kserokopię i dołączyła do swojego zbioru dokumentów (!).
W końcu otrzymaliśmy Tymczasowe Pozwolenie (Razrieszenie),
z zaleceniem by dalszych formalności (otrzymanie wizy - Rejestracji)
dokonać w OWIRZE - Biurze Wizowo-Paszportowym przy ulicy Lermontowa.
Cóż, udaliśmy się tam na kolejną lekcję cierpliwości.
Naczelnik OWIRU, Anna Nikołajewna (pozdrawiamy Panią)
nie chciała z nami w ogóle rozmawiać. Kiedy kilkakrotnie mijała
nas przechodząc korytarzem, próbowaliśmy ją zagadnąć i wyjaśnić jej naszą sprawę.
Ignorowała nas jednak, podobnie jak pozostałych interesantów.
Poprosiliśmy o pomoc pewną urzędniczkę, jednak ta rozłożyła bezradnie ręce:
"Nie zmuszę swojej szefowej, żeby was przyjęła - trzeba czekać".
Dowiedzieliśmy się, ze w Biurze mają obecnie jakąś kontrolę
i dlatego pani Naczelnik jest bardzo zajęta.
Najlepiej żebyśmy przyszli za dwie godziny.
Po dwóch godzinach okazało się jednak, że biuro jest zamknięte!
Zauważyliśmy, że tylnymi drzwiami wychodzą z budynku jacyś robotnicy
i postanowiliśmy tamtędy dostać się do wnętrza.
Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy przekonaliśmy się,
że biuro nadal jest czynne! Ospali interesanci nadal stali w kolejce,
czyli wszystko było n o r m a l n i e.
Po półtorej godzinie oczekiwania w końcu zostaliśmy przyjęci.
Znudzona Anna Nikołajewna spytała, o co nam chodzi.
Dała się przekonać do wydania nam Registracji, dopiero
po zapewnieniach, że wiemy na co się porywamy
i bierzemy za siebie pełną odpowiedzialność.
Dodatkowo musieliśmy napisać podanie, przedłożyć uzyskane wcześniej w ministerstwie
Rozrieszenie i nasz List żelazny (Bumagę), z którego sporządziła sobie kopię.
Na koniec wręczyła nam upragnione wkładki do paszportu (dowody rejestracji),
i... zażądała wniesienia opłaty w wysokości 500 rubli od osoby (ok. 70 zł).
Powiedzieliśmy, że jesteśmy zaskoczeni tak wysoką kwotą.
"Tyle kosztuje rejestracja" odpowiedziała Naczelnik.
"Gdzie zatem znajduje się kasa?" - spytaliśmy zrezygnowani.
Wtedy kobieta nagle zmiękła:
"Zwracacie się w Waszym piśmie o pomoc do wszystkich urzędów, zatem nie weźmiemy od Was pieniędzy."
Znów przydała nam sie bumaga! Tego się po Annie Nikołajewnie nie spodziewaliśmy. Podziekowaliśmy pięknie i szybko wyszliśmy, żeby się nie rozmyśliła...
|