Autostopem przez Syberię
Jakuck - Nieriungrii
Z Jakucka można wydostać się na kilka sposobów. Do wielu miast Rosji kursują stąd samoloty.
Barką towarową można w ciągu dziesięciodniowego rejsu dostać się
do Ust-Kut, gdzie jest już linia kolejowa BAM-u.
Autobusem można przejechać na południe do Nieriungrii,
skąd poprowadzona jest linia kolejowa do BAM-u i Transsibu.
My wybraliśmy ten ostatni wariant, ale odcinek do Nieriungrii
postanowiliśmy pokonać autostopem.
|
|
|
Z samego rana wyjechalismy z Płoszczadzi Lenina marszrutką
numer 13 na rogatki Jakucka. Po kilkunastu minutach zatrzymaliśmy
busa do Pokrowska (80 rubli), gdzie przeprawiliśmy się na drugą
stronę Leny (20 rubli - jest taniej niż w Jakucku,
gdzie koszt przeprawy wynosi 50 rubli).
Na barce poznaliśmy pewnego Jakuta o imieniu Maksim.
Kierował się on w tą samą stronę co my, więc poszliśmy razem.
Maksim opowiedział nam, że piętnaście lat spędził w obozie,
z którego wypuszczono go dopiero w 1995 roku. Na wolności postanowił
zająć się hodowlą koni, która okazała się bardzo intratnym zajęciem.
W Moskwie płacono w ubiegłym roku od 400 do 500 rubli
za kliogram jakuckiej koniny. Za sto kilogramów mięsa
można już kupić kilkuletnią ładę.
Do trasy podwiózł nas znajomy Maksima, którego spotkaliśmy przypadkiem.
Po dwóch godzinach oczekiwania udało nam się zatrzymać dwa Kamazy,
jadące w pobliże miasta Tommot. Pod Tommotem samochód z ich
jakuckiej firmy, spadł z drogi. Trzeba było przewieźć do Jakucka uszkodzoną
ciężarówkę oraz ładunek futer, przeznaczonych do ocieplania domów
na dalekiej Północy, w Deputackim.
Na miejsce dotarliśmy po północy. Zostaliśmy zaproszeni do ogniska
na kluski z tuszonką i wódkę. Potem położyliśmy się spać w "naszych" Kamazach.
Rano szybko złapaliśmy terenowego Nissana do Ałdanu, gdzie
znaleźliśmy się w porze śniadaniowej. Byliśmy na dużej awtostojance
i z optymizmem ocenialiśmy możliwości naszego dalszego transportu.
Tutaj jednak spotkał nas zawód: kierowcy odmawiali wzięcia nas do Nieriungrii.
Czekaliśmy sześć godzin i nic. Zainteresował się nami w końcu właściciel
Zakusocznej (baru), w której chcieliśmy przeczekać deszcz. Powiedział
nam, że najszybciej odjedziemy z posterunku milicji GAI, która kontroluje
pojazdy sześć kilometrów za miastem. Właściciel baru znał milicjanta z posterunku
i obiecał, że nas tam zawiezie. Tymczasem zaprosił nas na swoje urodziny.
W ogródku na zapleczu knajpki już smażyły się na ognisku szaszłyki z zabitej na tę okazję świni.
Kelnerka przyniosła wódkę i krojoną cebulę. Na urodziny przyszło kilku
gości, kolegów solenizanta. Rozmawialiśmy o sytuacji ekonomicznej Sachy,
o codziennym życiu na Syberii, o naszych wrażeniach z podróży po Rosji.
Po imprezie odwieziono nas na posterunek milicji, skąd w ciągu piętnastu minut
odjechaliśmy osobowym Mitsubischi do Nieriungrii.
Dalej podróżowaliśmy koleją transsyberyjską.
Przejechaliśmy do Tyndy, potem do Skoworodino i dalej do Ułan Ude, stolicy Buriacji.
Stamtąd przez Nauszki pojechaliśmy do Mongolii.
|