Katarzyna Klein, Martyna Ścigała
KAMCZATKA 2004
Odległa kraina, będąca częścią Pacyficznego Ognistego Pierścienia, stała się w tym roku celem naszej wyprawy i ucieczki od cywilizacji. O tym górzystym, słabo zaludnionym półwyspie pełnym gorących źródeł, lasów, i przede wszystkim WULKANÓW marzyliśmy od dawna...
|
|
|
PRZYGOTOWANIA
Konkretne przygotowania trwały od marca - przede wszystkim szukaliśmy sponsorów i gromadziliśmy informacje. Największy problem był z materiałami kartograficznymi - w Internecie dostępna jest tylko rosyjska mapa wojskowa w skali 1:1 000 000. Później pojawił się problem samego wjazdu do Rosji - od niedawna bowiem obowiązują wizy. Dosyć późno (dopiero w czerwcu) złożyliśmy podanie o wydanie wiz (w biurze Czajka w Krakowie) i kupiliśmy bilety lotnicze Moskwa - Pietropawłowsk Kamczacki (w biurze 5MS w Warszawie). To był bardzo zwariowany czas, mnóstwo załatwiania, a największym horrorem był dla nas dzień wyjazdu (13 lipca). Bilety lotnicze mieliśmy kupione na czwartek 15 lipca (odlot po 21:00), a jeszcze w poniedziałek naszych wiz nie było w biurze Czajka. We wtorek rano pojechaliśmy po nie do Krakowa. Z bijącymi sercami pojawiliśmy się w Czajce ok.15:00 i wizy były! Przyszły z nieocenionej Ambasady Rosyjskiej dokładnie w dniu naszego wyjazdu. Wróciliśmy do Częstochowy po 21, a jeszcze tej samej nocy mieliśmy pociąg Częstochowa - Terespol.
PODRÓŻ
Pociąg Częstochowa - Warszawa - Terespol, potem Terespol - Moskwa (Polonez).
Już wcześniej w Częstochowie kupiliśmy bilety na ten drugi pociąg, nie chcieliśmy bowiem ryzykować spóźnienia się na samolot w Moskwie. Tańszą opcją niż Polonez jest podróż koleją białoruską z Brześcia do Moskwy, my jednak chcieliśmy mieć pewność, że będziemy na czas.
Polski pociąg do Moskwy zaskoczył nas wyglądem. Największą jednak atrakcją była zmiana podwozia w Brześciu - w Rosji przecież kolej szerokotorowa. Akcja trwała ok. godzinę w wielkim hangarze i oczywiście nie można było robić zdjęć - czego my oczywiście nie przestrzegaliśmy. Pełni wrażeń i bardzo zmęczeni, szybko usnęliśmy.
Około 9 rano czasu moskiewskiego obudził nas konduktor. Moskwa.
Wymiana waluty, szukanie polskiego kościoła, w którym mieliśmy załatwić sobie nocleg w czasie powrotu. Gacek był naszym tłumaczem, on najwięcej rozumiał z rosyjskiego. Kościół znajduje się na ulicy Małogruzińskiej, niedaleko Dworca Białoruskiego i Polskiej Ambasady. Zostawiając plecaki w kościele udaliśmy się na podbój stolicy Federacji Rosyjskiej.
Wieczorem wróciliśmy po rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko Domodiedowo. Za podróż busem od metra aż pod samo lotnisko płaci się 20 rubli. Mieliśmy już mało czasu, a trzeba było jeszcze poważyć i spakować plecaki do wielkich worów, aby nic nam nie zginęło w czasie podroży. Polecamy ten patent - my mieliśmy lekkie worki materiałowe. No i wesoła akcja: każdy z nas mógł mieć tylko 30 kg plecak i bagaż podręczny do 5 kg. W nerwach (bo przecież mogli kogoś z nas cofnąć) zaczęliśmy wymieniać się bagażem i pakować po kieszeniach, co się dało. Środek lata, a my w polarach, kurtkach - zero ściemy, że mamy nadbagaż, ale udało nam się przejść kontrolę. Potem były zdjęcia przed samolotem linii Transaero, co oczywiście znów było zabronione. Usiedliśmy na swoich miejscach, przeszły panie z cukierkami i napojami, pokazali co robić podczas katastrofy i kazali wysiąść, bo ten samolot nie poleci. Było już po 22:00. Wpakowali nas do kolejnej maszyny - już około północy. Cała akcja się powtórzyła, ale tym razem odlecieliśmy. Kołowaliśmy nad oświetloną Moskwą i byliśmy wszyscy zachwyceni.
Lot planowo trwa 9 godzin, więc jest się na Kamczatce ok.15. Różnica między Moskwą a Kamczatką wynosi 9 godzin.
ELIZOWO
Z powodu opóźnień wylądowaliśmy po 19:00. Na lotnisku doczepiła się do nas pani urzędniczka FSB wraz z dwoma żołnierzami żądająca adresu, na który będziemy zameldowani. Mamy obowiązek zameldować się na Kamczatce, inaczej mogą być problemy z władzą.
Lotnisko znajduje się w Elizowie, nieopodal Pietropawłowska Kamczackiego. Z pomocą dwóch rybaków znaleźliśmy uprzejmych i bezinteresownych ludzi, u których mieliśmy założyć bazę wypadową.
Rozbiliśmy namioty w ogródku za domem i poszliśmy na czaj do gospodarzy. Porozmawialiśmy o naszej wyprawie i ich życiu na Kamczatce. W domu była tylko babcia i jej dorosły syn, Sasza, reszta rodziny wyjechała do Moskwy. Poczęstowali nas chlebem i pozwolili korzystać z wody w domu, byli bardzo mili. Tu będzie nasza baza, stąd będziemy wyruszać na poszczególne wulkany.
PIETROPAWŁOWSK KAMCZACKI - STOLICA REGIONU
Z centrum Elizowa odjeżdżają co chwilę busy do Pietropawłowska (20 rubli od łba). Odnaleźliśmy Hotel Pietropawłowsk i biuro turystyczne, przez które chcieliśmy dokonać rejestracji. Proponowali nam jednak przewodnika za jedyne 50$ za dzień, niezbędnego ponoć do zwiedzania najsłynniejszych wulkanów niebezpiecznych pod względem sejsmicznym. Wybraliśmy opcję zameldowania w recepcji hotelu, co kosztowało nas po 811 rubli na osobę (ok. 80 zł) na cały okres pobytu.
Potem zwiedziliśmy pobieżnie miasto, poszukując map i paliwa (do samolotu nie można nam było wnieść gazu). Wszystko można dostać bez problemu.
|