Kostaryka
Galeria

 
  
Galapagos  

 

 
Piotr Zajkowski
KOSTARYKA

fot.

 

 

PURRA VIDA COSTARICA w wolnym tłumaczeniu znaczy: "żyj w pełni w Kostaryce". Niektórzy nazywają ją Szwajcarią Ameryki Łacińskiej i rzeczywiście coś w tym jest. Widziałem wiele krajów w tej części świata ale w żadnym nie jest tak czysto i poukładanie jak w Kostaryce. Nawet przed bardzo biednymi domami rosną kwiaty na podwórkach jest porządek, na ulicach nie uświadczysz śmieci co jest niestety w innych krajach standardem. Według będącego naszym przewodnikiem Johna w Kostaryce praktycznie nie ma problemu narkotyków, co też jest dość niezwykłe. Kraj jest przepiękny i niezwykle przyjazny. Wspaniałe plaże szczególnie od strony Pacyfiku, góry porośnięte niezwykłym lasem deszczowym z olbrzymią ilością motyli i innych owadów no i wulkany. Gdzie się nie obejrzysz to jakiś sterczy i od czasu do czasu dymi.

Dzień 1
Na początek zaplanowaliśmy, dwudniowy rafting na rzece Pacuare z noclegiem w środku dżungli ale niestety okazało się że huragan szalejący nad Karaibami spowodował takie deszcze, że rzeka z 3 - 4 stopnia trudności zrobiła się pełną piątką a więc została zamknięta. Musieliśmy się więc zadowolić jednodniowym spływem po innej rzece ale i tak było świetnie.

Dzień 2
Pojechaliśmy do położonego w pobliżu stolicy prywatnego parku którego atrakcją jest nadrzewny tramwaj, którym podróżuje się pośród najwyższego piętra lasu deszczowego. Normalnie las oglądamy z dołu i nie mamy szans widzieć tego wszystkiego co dzieje się w koronach drzew a tam jest dopiero 80% życia lasu.

Dzień 3
Przewodnik nakazał wczesną pobudkę, trochę się opieraliśmy ale był nieubłagany. Jechaliśmy zobaczyć jeden z najbardziej znanych wulkanów Kostaryki - Poas. Na miejscu okazało się że John miał jak zwykle rację. Gdy dotarliśmy nad główny krater pogoda była przepiękna a widok wypełniającej go szmaragdowej wody absolutnie spektakularny. Na horyzoncie majaczyły chmury. Ale po pół godziny nie było już widać absolutnie nic i wszyscy pogrążyliśmy się w mgle. Gdybyśmy wyruszyli pół godziny później nic byśmy nie zobaczyli.

Po lunchu kontynuowaliśmy podróż w kierunku jednej z największych atrakcji Kostaryki wulkanu Arenal, będącego jednym z najbardziej aktywnych wulkanów świata. Po drodze John zafundował nam niespodziewaną atrakcję, zatrzymaliśmy się niespodziewanie przed małym mostem i polecił nam wysiąść i zabrać ze sobą aparaty, nie mieliśmy pojęcia o co chodzi, a była to rzeczywiście rewelacja na drzewach rosnących pod mostem siedziało chyba ze sto pomarańczowych samców iguan, widok był absolutnie niezwykły. Wieczorem dotarliśmy pod Arenal ale nie mieliśmy tyle szczęścia co na Poas gdyż przez całą noc były chmury i nie udało się nam zobaczyć niezwykłego spektaklu spadających czerwonych bomb, słyszeliśmy jedynie pomruki potwora.

Dzień 4
Rano stożek ukazał się w całej okazałości i wtedy mogliśmy zobaczyć regularne wybuchy. Było to tym bardziej niezwykłe, że Arenal to również gorące źródła wypływające z wulkany i urządzony wspaniały park z basenami wypełnionymi gorącą wodą. Więc wyobraźcie sobie że leżycie w gorącym strumieniu nad głową latają kolibry a w oddali widać wybuchający wulkan. To było coś!

Dzień 5,6,7
Przejechaliśmy nad wybrzeże Pacyfiku do mekki surferów Tamarindo. Po kilku lekcjach udało się nawet kilku z nas utrzymać na fali (to jest niemały wyczyn ). Przebijaliśmy się też quadami przez błoto ale przygody podczas tego rajdu to całkiem inna opowieść.

Wspaniałą rzeczą była nocna wyprawa na plażę gdzie składają jaja żółwie skórzaste. Każdej nocy w czasie sezonu wpuszcza się na plażę jedynie 30 osób po bezwzględną kontrolą strażnika parku. Wrażenie jest niesamowite gdy jest się 50 cm od składającej jaja samicy. Jej to zupełnie nie przeszkadza, ponieważ w tym czasie jest w absolutnym letargu. Gdy wracaliśmy mieliśmy również szczęście zobaczyć jak maleńkie żółwie po wylęgnięciu uciekają do morza.

Dzień 8,9
Monteverde
Niezwykła kraina lasu deszczowego położona na dziale kontynentalnym. Jest to prywatny park który jest to chyba najlepszym miejscem na świecie aby poznać las deszczowy. Szlak poprowadzony jest w lesie z olbrzymią ilością mostów pobudowanych na różnych poziomach lasu co pozwala zobaczyć to co normalnie jest ukryte przed ludzkim wzrokiem. Monteverde to również niezwykła podróż na linach kilkadziesiąt metrów nad ziemią, gdy wydaje się, że za chwilę człowiek zderzy się z drzewami.

Jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli okazję pojechać do Kostaryki to bardzo zachęcam. To naprawdę wspaniały kraj. Polecam również biuro które zorganizowało nam pobyt SWISS TRAVEL SERVIS, byli znakomici.

Acha, jeszcze jedno Kostaryka to również kraj wspaniałych cygar produkowanych według tradycyjnych receptur przed emigrantów z Kuby, takich cygar nie ma już dziś prawie nigdzie.

Już na koniec historia która wydarzyła się nam drodze powrotnej. Najtaniej do Kostaryki można się dostać przez USA, ale tam oczywiście wymagana jest wiza, mimo że jest się tylko godzinę na lotnisku. Jeden z nas wystąpił o wizę tranzytową ją otrzymał, niestety na lotnisku w San Jose okazało się, że inteligentny urzędnik w konsulacie wydał mu jedynie wizę jednorazową i oczywiście nie został wpuszczony na pokład samolotu do Miami. Nasza podróż powrotna przez Mexico City, Madryt, Monachium to temat na oddzielną opowieść.
Cóż morał jest dość prosty zawsze sprawdzajcie co urzędnicy wpisują Wam do paszportu.


 
do góry