część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
Informacje praktyczne
 
Galeria z Chin
Galeria
z Kambodży
Galeria z Tajlandii
Galeria z Laosu

 

 
  
Grzesiek
na Czarnym lądzie
 
Grzegorz Lewocki
 
Hong Kong,
Macau, Filipiny
 
Grzegorz Lewocki
 
Maroko 2002 
Grzegorz Lewocki
 
Lądem
do Kambodży
 
Grzegorz Lewocki
 
32 dni
w Indochinach
 
Grzegorz Lewocki
 
Ukraina - śladami polskich warowni 
Grzegorz Lewocki
 
Samochodem
na Krym
 
Grzegorz Lewocki
 
Włoskie wakacje 
Grzegorz Lewocki
 
Kanał Ostródzko-Elbląski 
Grzegorz Lewocki
 

 
Grzegorz Lewocki
Lądem do Kambodży
Rosja-Kazachstan-Chiny-Laos-Tajlandia-Kambodża 5.VII-8.IX 2000 r.

Ostatnie moje studenckie wakacje muszą być udane i spędzone w miejscach, które są niezwykłe. Myślę najpierw o Indonezji, ale tanie bilety po 650$ w dwie strony już są niedostępne. Decyduję się więc na podróż lądem do Azji i wcale nie do Indonezji. Koleją transsyberyjską już jechałem, wypada więc na Kazachstan i tę drogę obieram.

 

Ponieważ do Siedlec, w których mieszkam dojeżdża pociąg z Białorusi umawiam się z jednym z prowadników na sprawdzenie mi cen i terminu odjazdów pociągów do Ałma Aty. Za 10 złotych dostaje wyczerpujące informacje i dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem jadę do Brześcia i kupuję dla nas bilety. Bałem się, iż gdy będziemy próbować kupić takie bilety w dniu wyjazdu w Brześciu lub Moskwie to może ich nie być. Zgadza mi się towarzyszyć moja dziewczyna Ania więc ruszamy. Żadnych tabletek antymalarycznych nie bierzemy, szczepionki mamy zrobione na żółtaczkę typ A i B, ograniczamy się z bagażem, chociaż mamy trochę jedzenia na pierwsze dni.

DZIEŃ 1 (Polska) /(Rosja) - Siedlce -Terespol - Brześć - Moskwa

Wyruszamy na nasze wakacje. Na stację kolejową w Siedlcach odprowadzają Anie rodzice. Moi się już przyzwyczaili do moich wyjazdów i tak bardzo nie przeżywają. W Terespolu przesiadka. Na granicy Białoruski pogranicznik wbija nami pieczątki i wpisuje tranzyt do Chińskiej Republiki Ludowej. Po około godzinie czekania na peronie po moskiewskiej stronie brzeskiego dworca wsiadamy do pociągu (klasa platzkartna) i wyjeżdżamy do Moskwy.

DZIEŃ 2 (Rosja) - Moskwa

Około 9.10 rano docieramy do Moskwy. (pociągi Brześć - Moskwa 7.30 - 21.59;14.25 - 6.02, 16.17 - 6.52, 17.29 - 9.10; 18.30 - 10.55, 21.30 - 16.13; 21.00 - 11.56 polski pociąg Polonez; 3.35 - 19.40). Z Dworca Białoruskiego na który przyjeżdżają pociągi z kierunku zachodniego jedziemy metrem na Dworzec Kazański. Bilet na pięć przejazdów metrem kosztuje 15 Rubli (R). Przechowalnia bagażu 15R od plecaka. Do Moskwy specjalnie przyjechaliśmy rano, aby Ania mogła coś w niej zobaczyć (ja już miałem okazje parokrotnie). Idziemy do Kremla (wstęp 90R, studenci 45R), potem okolice Placu Czerwonego, Arbat. W międzyczasie zjadamy kanapki zabrane jeszcze z Polski i koło 18.30 wracamy na dworzec. W jednej z budek przy dworcu na kolację spożywamy mrożoną pizze (40R) i pijemy herbatę (8R). Ponieważ jak pisałem bilety do Ałma-Aty kupiłem już dużo wcześniej sprawdzam orientacyjnie, czy są miejsca w pociągu, gdyby ktoś chciał kupić je dzisiaj. Niestety nie ma, a cena z Moskwy 3260R tj. aż 116$ USA. O 23.55 opuszczamy Moskwę. Pociąg jest bardzo długi. W naszym przedziale "Kupe" jadą z nami dwie młode Rosjanki z Sanktpetersburga (18 i 20lat), które jadą do dziadków na wakacje.

DZIEŃ 3/4/5 (Rosja)/(Kazachstan) pociąg Moskwa - Ałma Ata

Trzy dni w pociągu to dla mnie nic strasznego. Mam już zaprawę po pokonaniu trasy do Pekinu w dwie strony pociągiem transsyberyjskim. Dni nam mijają na grze w karty, czytaniu książek, podziwianiu widoków, które w Kazachstanie przedstawiają się jako ogromna pustynna przestrzeń, aż po horyzont z płotami wzdłuż torów, które w zimie chronią tory przed nadmiernym zasypywaniem przez śnieg. Co jakiś czas ukazuję się osiedle rozwalających się domków lub szarych częściowo opustoszałych bloków. Na stacjach większość osób jest skośnooka. Przy przekraczaniu granicy rosyjsko-kazachskiej rosyjski pogranicznik próbuje znaleźć jakieś nieprawidłowości w naszych paszportach i naszej podróży przez Rosję. Zabiera nasze paszporty i wychodzi mrucząc pod nosem, że jest jakiś problem. Przychodzi potem prowadnik (osoba opiekująca się naszym wagonem) i proponuje, że jeżeli jakieś problemy to on 50$ od nas da pogranicznikowi i wszystko załatwi. Znane mi są jednak takie numery i się już ich nie boję. Wiem ponad to, że z paszportami i wymogami w podróży jest wszystko ok., więc grzecznie odsyłam go z kwitkiem. Po jakimś czasie przychodzi pogranicznik i mówi wszystko ok. i wychodzi. W tym przypadku chodziło im o ewentualne naciągnięcie nas na 50$, a nóż byśmy się wystraszyli i im dali! U Kazachskiego pogranicznika mają problemy nasze dwie towarzyszki podróży, ale za pomocą próśb i łez udaje się go przekonać, że mogą jechać dalej do dziadka. Pieczątek z datą przekroczenia granicy nam nie wbijają.

DZIEŃ 6 (Kazachstan)/(Chiny) Ałma - Ata - Rzirgulin - Khorgos

O 6.00 rano dojeżdżamy do Ałma - Aty. Pociąg do Urumgi w Chinach jest dwa razy w tygodniu. Jedzie też dzisiaj (środa) o 20.50, a cena biletu 9000T tj. około 65$. Czas podróży 1,5 dnia. Ponieważ wydaje się to drogo idziemy na poszukiwania dworca autobusowego. Napotkani ludzie kierują nas do położonego kilkaset metrów od dworca kolejowego dworca autobusowego w centrum miasta (idąc główną drogą od dworca na pierwszej głównej w lewo i z 400 metrów). Podobno jest też nowy dworzec, ale aby do niego dojechać trzeba mieć miejscowe pieniądze na autobus publiczny, a my jeszcze takich nie mamy. Po dotarciu na dworzec szukam kantoru. Wymieniam na bazarze 20$ i kupuję bilety na autobus do Panfiłowa (Rzirgulin). Zjadamy na śniadanie rosół z mięsem i czekamy na autobus. Gdy przyjeżdża autobus są w nim wolne już tylko dwa miejsca siedzące. Gdybyśmy ich nie zdobyli narzekalibyśmy, że nie poszliśmy na główny dworzec. Wyjazd o 9.30. Na miejsce po dwóch postojach na zakup owoców docieramy o 15.40. Od razu z marszu wraz z kobietą z dzieckiem bierzemy taxi i płacąc 500T za dwie osoby jedziemy na granicę. Granicę zamykają podobno o 18.00.

Po dotarciu na granicę cieszę się, że przezornie nie wyrzuciłem jeszcze biletów z pociągu, bo pozwalają mi one udowodnić, kiedy wjechaliśmy do Kazachstanu. Bez nich mógł być poważny problem. Od szlabanu przed graniczną rzeką do budynku kontroli kazachskiej idziemy pieszo, chociaż oficjalnie trzeba pokonywać ten odcinek samochodem. Po odprawie musimy zaczekać na autobus kursujący pomiędzy przejściami granicznymi, ponieważ pieszo dojście do strony chińskiej jest surowo zabronione. Złotozębny funkcjonariusz informuje nas, że groziło by to kulą chińskiego snajpera. Po dwudziestominutowym oczekiwaniu przyjeżdża po nas autobus, a chwilę potem jesteśmy po stronie chińskiej. Tam kontrola drobiazgowa, przeliczają własnoręcznie całą naszą gotówkę i prześwietlają plecaki. Po wyjściu z budynku u ulicznego "cinkciarza" wymieniamy 500$ po 8,55 (kurs czarnorynkowy).

Szeroką aleją idziemy do pierwszego rozwidlenia dróg w mieście (około 500m). Zostawiam tam Anie z plecakami i idę szukać hotelu. Przewodnik anglojęzyczny Lonely Planet okazuję się teraz nie zastąpiony. Pokazując napisane w nim po chińsku wyrazy i z bólem, ale udaje mi się wytłumaczyć recepcjonistce o co mi chodzi! Dostaję dwuosobowy pokój bez łazienki za 60Y. Wracam po Anię i wreszcie możemy odpocząć.

DZIEŃ 7 (Chiny) Khorgos - Yaning - Urumgi

Rankiem po śniadaniu próbujemy znaleźć jakiś transport do Yaning, ale okazuje się to wbrew pozorom bardzo trudne. Dopiero pewien Chińczyk mówiący po rosyjsku proponuje nam, że może nas tam zawieść za 30Y. Cena śmieszna, trochę nie wiem o co mu dokładnie chodzi, dlaczego tak tanio chce nas tam zawieść. Najpierw myślę, że może chce nas oszukać, a potem zdaje sobie sprawę, że on pewnie miał tam jechać i tak, wiec przy okazji trochę za paliwo mu się zwróci, ale do końca pewny tego nie jestem.

Podwozi nas pod sam dworzec. Kupujemy bilety do Urumgi po 85Y. Pierwszy raz jadę autobusem sypialnym. Po obu stronach piętrowe łóżka, śpi się po dwie osoby na dole i dwie na górze. Trochę wąsko, jak na europejskie rozmiary, ale jest znośnie. Mamy kilka godzin do odjazdu, więc łazimy po mieście. Na dworcu kierowcy chińscy i naganiacze dla zabawy obsypują się gaśnicami proszkowymi, ale dla nas nie jest to miłe, bo trochę od tego proszku się dusimy. Wyjazd prawie punktualny - przed 20.00 (2 godziny opóźnienia), w autobusie palą papierosy i strasznie śmiecą, ale wszystko to oceniamy z punktu widzenia Europejczyka, bo jeszcze się nie przestawiliśmy.

DZIEŃ 8/9/10 (Chiny) Urumgi - Xi'an

O 11.00 przyjeżdżamy do Urumgi. Jedziemy lokalnym autobusem za 1Y na dworzec kolejowy i kupujemy bilety do Xi'an za 405Y i 376Y w klasie hard sleeper (dolne i górne miejsce, górne tańsze). Wyjazd 14.42. W X'ian mamy być po 48 godzinach jazdy. Pociąg bardzo czysty, klimatyzowany (na zewnątrz upał 45 stopni Celsjusza), jest odpowiedniczka rosyjskiej "prowadnicy", która zajmuje się wagonem, dostępny jest cały czas wrzątek, więc bez problemu można wypić herbatę i zjeść chińską zupę dostępną w pociągu lub na dworcach kolejowych w czasie postojów. Bagaże mamy przypięte łańcuchem do półek więc spokojnie śpimy w nocy. Podróż przez pierwszy dzień "umila" nam kabaret radiowy po chińsku i rozwrzeszczane dzieci.

Drugiego dnia dosiada się do przedziału obok Chinka, do której mówimy Sonia. Bardzo dobrze mówi po angielsku więc z nią konwersujemy. Podaje nam kilka przydatnych informacji i uczy wymowy zwrotów, z czego pół wagonu się śmieje.

Zamiast o 15.00 jesteśmy na miejscu o 19.00. Opóźnienie jest podobno przez nocną burzę i padający deszcz. W pociągu roznoszone są ulotki reklamujące chiński kolejowy hotel (tylko w j. chińskim), ale dzięki uprzejmości Soni, która nam je tłumaczy wiemy o co chodzi. Zapisujemy się na taki nocleg i po opuszczeniu pociągu idziemy wraz z grupą do minibusa czekającego obok dworca, który zawozi nas do oddalonego o około 500 metrów hotelu. Cena 70Y, ale ponieważ jesteśmy klientami z pociągu mamy zniżkę 20%. Hotel przeciętny, prysznice na dole zbiorowe, w wyznaczonych godzinach kąpią się panie, a potem panowie. Związane jest to z oszczędzaniem na podgrzewaniu wody. Wieczorem po odświeżeniu idziemy do jakiejś ulicznej knajpki na szaszłyki z ryżem i zupę. W hotelu za namową Soni, która wraz z ojcem również tam się zatrzymała (jest turystką, która jeździ z ojcem i ogląda ważne miejsca w Chinach) jedziemy jutro na wykupiona całodniową wycieczkę za 70Y (cena obejmuje tylko transport) do "Muzeum Terakotowej Armii" i kilku jeszcze innych obiektów położonych w okolicach Xi'an.

Warto też wspomnieć, iż przy wychodzeniu z dworca kolejowego, po zakończeniu podróży oddaje się obowiązkowo wykorzystane bilety kolejowe, chociaż w przypadku cudzoziemskich turystów służby te są raczej pobłażliwe.


 
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona do góry