część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
Informacje praktyczne
 
Galeria z Chin
Galeria
z Kambodży
Galeria z Tajlandii
Galeria z Laosu

 

 
  
Grzesiek
na Czarnym lądzie
 
Grzegorz Lewocki
 
Hong Kong,
Macau, Filipiny
 
Grzegorz Lewocki
 
Maroko 2002 
Grzegorz Lewocki
 
Lądem
do Kambodży
 
Grzegorz Lewocki
 
32 dni
w Indochinach
 
Grzegorz Lewocki
 
Ukraina - śladami polskich warowni 
Grzegorz Lewocki
 
Samochodem
na Krym
 
Grzegorz Lewocki
 
Włoskie wakacje 
Grzegorz Lewocki
 
Kanał Ostródzko-Elbląski 
Grzegorz Lewocki
 

 

Xi'an - Chengdu - Leshan - Przełomy Jangcy - Wuchan (Chiny)
Lądem do Kambodży

 

DZIEŃ 11 (Chiny) Xi'an

Wstajemy o 6.30. Wyjazd 7.25. Jedziemy najpierw do muzeum rewolucji Chang Hai Czeka (wstęp bezpłatny), w którym bywało też wielu przywódców CHRL, straszna propaganda, potem muzeum Luoling, podziemny pałac (wstęp 15Y), różne świątynie i wreszcie na sam koniec Muzeum Terakotowej Armii. Wstęp 65Y od osoby, studenci studiujący w Chinach 35Y. My za takich się podajemy i jak się pytają i sprawdzają legitymacje przy wejściowych bramkach mówimy Beijing (Pekin) University chociaż na naszych ISIC jest wyraźnie napisane Warsaw University.

W muzeum tym w kilku wielkich odpowiednio wentylowanych olbrzymich halach znajduje się odkryta w 1974r. przez chłopów drążących studnię cała armia z terakoty pogrzebanego niedaleko cesarza Czenga, pierwszego cesarza Chin i twórcy Wielkiego Muru. Armię tę zgromadzono po to, żeby toczyła pośmiertne bitwy.

Dotychczas znaleziono 8 tysięcy figur w trzech dołach. Piechota, strzelcy, łucznicy, jazda i wozy wraz z końmi - wszyscy ustawieni w szyku bojowym. Żołnierze mają od 1,6 do 1,7 m wzrostu oraz zindywidualizowane rysy i wyraz twarzy. Niektórzy stoją, inni klęczą z wyciągniętym mieczem, czekając widocznie, aby odeprzeć atak. Niektórzy mają na sobie zbroję, ale większość w tunikach przewiązanych w pasie, getrach i butach ze ściętym szpicem. Postacie te były początkowo jaskrawo pomalowane, lecz w ciągu dwu tysięcy lat milczącej służby straciły kolor. Cesarz zmarł w 210r. p.n.e.

Po obejrzeniu tego słynnego obiektu wracamy punktualnie na miejsce zbiórki, jednak inni współpasażerowie spóźniają się prawie godzinę. Obserwujemy w międzyczasie krwawą bijatyką uliczną dwóch starszych Chinek (wyrywanie włosów, tarzanie po ulicy), która kończy się interwencja policji. Koło 17.00 jesteśmy już hotelu i idziemy na pyszną uliczną kolacje, a potem szybko zasypiamy.

W naszym kolejowym hotelu zamawiamy też bez marży bilety do Changdu, niestety tylko w klasie hard seat i to w dwóch różnych wagonach, ponieważ innych na najbliższe dni nie ma.

DZIEŃ 12 (Chiny) Xi'an

Po wczorajszym intensywnym dniu wstajemy późno. Idziemy do centrum, w rejon tzw. przeze mnie starego miasta i kupuję tam w okolicy meczetu dużo interesujących pamiątek. Malowane na papieże obklejane jedwabiem długie na 1,5 i szerokie na 0,5 malowidła zwijane w rulon po 45Y, maski po 20Y, buddyjskie ołtarzyki po 18Y i jeszcze kilka drobiazgów. Wieczorem po 22.00 idziemy na kolację, do której zamawiam sobie na spróbowanie podawany tam alkohol. 0,025L - 56% wódki jakoś wypijam, ale nie dobra. Drugi rodzaj w 0,05 buteleczce już nie daje rady wypić. Serwowane tam alkohole były straszne!!!

DZIEŃ 13 (Chiny) Xi'an - Chengdu

Z hotelu wychodzimy o 11.00. Pociąg mamy o godzinie 12.15. Idąc na stacje zauważamy w oddali czwórkę europejskich turystów z plecakami, na nich przewieszonymi schnącymi ręcznikami, a jeden z nich ma tradycyjny chiński słomiany kapelusz, co tym bardziej wyróżnia ich z tłumu. Nie poznajemy jednak teraz ich narodowości.

19 godzin w pociągu chińskim w klasie hard seat to koszmar, nie pomagają nawet przepiękne widoki za oknem na cudowne góry i doliny! Noc jest najgorsza tłum ludzi, na miejscach siedzących, tłum w przejściu, na korytarzu, wszyscy palą papierosy, mało miejsca na wyciągnięcie nóg. Nie życzę tego nikomu!

DZIEŃ 14 (Chiny) Chengdu

O 6.00 dojeżdżamy do Chengdu. Wychodząc ze stacji doganiają nas zauważeni wcześniej w X'ian obcokrajowcy, którzy okazują się Polakami. Miłe spotkanie, szczególnie, że oni także podróżowali tą samą klasą i ich przeżycia są identyczne. Dobrze razem ponarzekać. Rozmawiamy przez chwilkę, ale oni jadę gdzieś dalej, a my tu zostajemy.

Naganiaczka na dworcu mówiąca świetnie po angielsku daje nam wizytówkę hotelu i wskazuje autobus (4Y), którym mamy dojechać. Hotel jest przytulny. Pokój dwuosobowy 80Y, 20Y łóżko w dormitorium sześcioosobowym. Są tylko wolne łóżka w dormitorium. Kąpiemy się, zapadamy w drzemkę, a potem idziemy do Remine Park (wstęp 2Y). Sprawdzamy e-maile, 1 godzina na wprost hotelu tylko 2Y. W hotelu 8Y.

Zapisujemy się na jutro na wyjazd do rezerwatu, w którym żyją pandy pod Chengdu, bo po to tutaj przyjechaliśmy. Cena 40Y (wstęp wliczony).

DZIEŃ 15 (Chiny) Chengdu - Leshan

O 7.30 wyjazd. Zabieramy ze sobą plecaki, ponieważ kierowca ma nas wysadzić na dworcu autobusowym, z którego pojedziemy do Leshan.

Pandy są prześliczne. Obserwujemy matkę z czwórką małych i kilka innych jeszcze wybiegów. Obserwujemy tutaj przede wszystkim pandy "wspaniałe" o charakterystycznym biało-czarnym futrze, ale są też i rude. Są bardzo przyjazne, a ich figle i zabawę można oglądać godzinami. Milutkie zwierzaki.

Przed 13.00 docieramy na dworzec. Za 20Y jedziemy do Leshan. O 15.30 jesteśmy w Leshan. Hotel 50Y - pokój dwuosobowy. Bardzo przyjemne miejsce. Na jednym ze straganów widzimy upieczone zwierzęta przypominające wyglądem psy lecz na szczęście są to tylko króliki, chociaż Ania już i tak jest przerażona, bo psy też gdzieś tu powinni mieć. Zjadamy kolacje w towarzystwie miejscowych chłopaków, z którymi dogadujemy się oczywiście na migi i jest sympatycznie.

DZIEŃ 16 (Chiny) Leshan

Rano płyniemy statkiem za 2Y (+ 1Y za siedzenie na górnym pokładzie) do Świątyni Wuhu (wstęp 5Y). Podziwiamy za statku Olbrzymi posąg Buddy wykuty w nadbrzeżnej skale. Jest bardzo majestatyczny i wysoki. Ludzie przy jego palcach u stóp są malutcy. Wejście do Wielkiego Buddy 30Y.

Po powrocie z tej wycieczki jedziemy do Chongging szybką autostradą. Wysadzają nas koło portu. Ponieważ zazwyczaj ostatnio spaliśmy w chińskich hotelach, czego podobno nie można robić, bo cudzoziemcy powinni spać tylko w wyznaczonych szukam tutaj podobnego. Nie udaje mi się to za bardzo i po próbie w pięciu takich jestem bezradny. Podobno są tu częste kontrole policji i cudzoziemców nie przyjmują. Z pomocą przychodzi mi Chińczyk Tim, władający dobrze angielskim i w końcu udaje się nam znaleźć miejsce w ukrytym pokoju na VIII piętrze. Jednak, gdy już się tam rozlokowujemy, okazuje się że niestety tam spać nie będziemy, ale prowadzą nas do innego bardziej ekskluzywnego, w którym na szczęście ze względu na znajomości Tima nie dopłacamy nic! Mamy nadzieję, że on nic przed nami po cichu im nie płacił.

Idziemy jeszcze kupić przy jego pomocy bilety na statek po przełomach rzeki Jangcy do Yichang za 157Y w IV klasie i na wspólną kolacje. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni za okazana pomoc.

DZIEŃ 17 (Chiny) Leshan - Chongging

Taksówką za 12Y jedziemy rano do portu. W klasie IV w kabinie jest dziesięć piętrowych łóżek, czyli 20 osób. Mówiono nam, że będzie 12 osób, ale to już teraz nie ma znaczenia. Większość dnia spędzamy na tyle statku pod daszkiem na rozłożonych karimatach. W nie klimatyzowanej kabinie strasznie gorąco. Wypływając o 8.00 wczesnym rankiem całe miasto jest w wodnej mgle. Woda jest brązowa, zamulona. Rzeka bardzo duża. Podziwiamy widoki jakie nam migają przed oczami, ruch na rzece spory, raz po raz mijamy jakieś statki mniejsze lub większe. Na statku jest dostępny bezpłatnie wrzątek, są prysznice i dziwaczne toalety w postaci jednego wielkiego rowu ze wspólnym odpływem na którym postawione zostały drewniane niewysokie kabinki. Nie można tu mówić o intymności lub skupieniu, chyba że w środku nocy?!!!

DZIEŃ 18 (Chiny) Przełomy Jangcy - Yichang

Noc była znośna, zjechałem tylko w klapkach po śliskich schodach i trochę mnie boli tyłek. Ania trochę się źle czuję i ma gorączkę. Około 17.00 dopływamy do Yichang. Kwaterujemy się w hotelu obok przystani za 40Y i po odpoczynku jedziemy na stację autobusową. Okazuje się, że stąd nie ma pociągów do Kunming, bo tam chcemy podązać, tylko najpierw musimy autobusem dotrzeć do Wuhan. Kupujemy więc bilety na jutro na autobus i idziemy na kolację.

DZIEŃ 19 (Chiny) Yichang

Ania mi zachorowała. Ma dużą gorączkę. Mamy na szczęście pokaźną i dobrze zaopatrzona apteczkę, wiec leczy się sama jak na razie. Jadę zwrócić bilety autobusowe i wracam do hotelu z obiadem. Jeżeli będzie gorzej to pojedziemy do szpitala, a jak obniży się tą gorączkę to może jutro pojedziemy do Wuhan.

DZIEŃ 20 (Chiny) Yichang - Wuhan

Ania jest w dalszym ciągu osłabiona, ale już bez gorączki. Decyduje się na podróż. Jedziemy na stację i następnie ekskluzywnym, klimatyzowanym busikiem do Wuhan.

Zamieszkujemy w hotelu tuż obok dworca kolejowego za 60Y i kupujemy bilety na dzień następny do Kunming za 323Y w klasie hard sleeper.

Ania już coraz lepiej się czuje, ale mamy bardzo brzytką przygodę. W sklepie z CD byłem zajęty przesłuchiwaniem jednej z płyt, położyłem plecak na krześle i kazałem Ani pilnować. Tak nas pochłonęły płyty, że jakiś mężczyzna zauważył, gdzie włożyłem portfel wyciągną go. Pragnąc zapłacić za płytę zorientowaliśmy się co się stało. Ale byłem wściekły, szczególnie, że były tam bilety na pociąg i ponad 700Y, które miały już nam starczyć do końca pobytu w CHRL. Pieniądze i paszporty miałem też w plecaku, ponieważ przeszkadzały mi, gdy je nosiłem między bielizną, a spodniami w tzw. pasie. Założyłem go więc szybko dziękując, że jego też nie ukradli, bo byśmy musieli wracać do Polski.

Wzywamy policje, zrobiło się zbiegowisko, złość mnie rozpiera. Jedziemy na komisariat, czekamy ponad godzinę, aż pojawi się ktoś z policji turystycznej mówiący po angielsku. Spisujemy zeznania, listę skradzionych rzeczy, bo oprócz pieniędzy i biletów, były tam legitymacje ISIC, elektroniczny notes. Podpis składam w postaci odcisku kciuka. Mówię im, że najbardziej zależy nam na biletach, na których przydzielone miejsca pamiętałem, a pieniądze cóż trudno. Wydaje mi się, że oni mogą wiedzieć kto był sprawcą, szczególnie, że to "państwo policyjne", więc na bilety za prawie 80$ przynajmniej liczę.

W niezbyt miłych nastrojach kładziemy się spać. Nie chcieli mi dać żadnego namiaru na komendę, mówiąc, że jak się pieniądze znajdą to sami mi je do Polski przyślą. Nie dostałem też żadnej kopii protokołu. O kopię taką nie prosiłem nawet wiedząc o jej nieprzydatności. Policjanci zawożą nas do hotelu i obiecują przyjechać jutro koło południa.


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona do góry