część 1
część 2
część 3
część 4
część 5
część 6
Informacje praktyczne
 
Galeria z Chin
Galeria
z Kambodży
Galeria z Tajlandii
Galeria z Laosu

 

 
  
Grzesiek
na Czarnym lądzie
 
Grzegorz Lewocki
 
Hong Kong,
Macau, Filipiny
 
Grzegorz Lewocki
 
Maroko 2002 
Grzegorz Lewocki
 
Lądem
do Kambodży
 
Grzegorz Lewocki
 
32 dni
w Indochinach
 
Grzegorz Lewocki
 
Ukraina - śladami polskich warowni 
Grzegorz Lewocki
 
Samochodem
na Krym
 
Grzegorz Lewocki
 
Włoskie wakacje 
Grzegorz Lewocki
 
Kanał Ostródzko-Elbląski 
Grzegorz Lewocki
 

 

Luand Prabang - Viantien (Laos) - Bangkok - Chang Mai (Tajlandia)
Lądem do Kambodży

 

DZIEŃ 31 (Laos) Luang Prabang/Viantian

Wstajemy o 6.00. Autobus wyjeżdża o 7.30. Cena biletu 80 000K. Jedziemy cały dzień z kilkoma postojami na posiłki. Do Vientian zajeżdżamy na 19.00. Znajdujemy milutki hotel polecany w Lonely Planet za 5$.

DZIEŃ 32 (Laos)/ (Tajlandia) Viantian/ Bangkok

Rowerową rikszą za 4000K jedziemy na dworzec busików jadących do Tajlandii i za 2000K takim busem jedziemy do granicy. Ponieważ jest niedziela obowiązuje opłata w wysokości 10 Batów (B) za jej przekroczenie. Nie mamy pieniędzy Tajskich, więc uprzejmy pan pogranicznik daruje nam jej uiszczenie. Dojeżdżamy motorowa rikszą z granicy do dworca autobusowego i o 11.20 wyjeżdżamy zatrzymującym się często autobusem do Bangkoku. Na 24.00 docieramy do Bangkoku. Z poznanymi w autobusie Hiszpanami bierzemy taksówkę za 120B na ulicę Khao San, gdzie znajduje się największa ilość niedrogich hoteli dla turystów.

Jesteśmy pod olbrzymim wrażeniem. Tłumy ludzi, gwar, ruch, samochody, tuk-tuki, motory przepychające się poprzez wielonarodowościowy tłum, różnorodna muzyka dobiegająca naszych uszu, rozświetlone neony, piekące się na kołowych grilach kawałki ośmiornicy, kurczaka, mnóstwo sklepów i restauracji, barów. Trochę nawet jestem przerażony?! Jest koło 1.00 szukam hotelu, a Anię zostawiam z plecakami w rogu jakiegoś sklepu, tak aby ten tłum jej nie porwał. O tak późnej porze znalezienie czegokolwiek jest trudne, a ceny wysokie (300 - 600B). W każdym prawie hotelu pytano się mnie czy szukam pokoju dla siebie i Europejki, czy z Tajką zamierzam się zameldować. Udaje mi się w końcu znaleźć wreszcie pokój w hotelu, do którego wejście jest przez restaurację, a wielkie łóżko w pokoju i nic więcej daje do myślenia o charakterze wynajmowanych w nim pokoi. Nic więcej w nim nie było, toaleta na zewnątrz. Koszt 140B.

DZIEŃ 33 (Tajlandia) Bangkok

W nocy na szczęście żadne hałasy nie zakłóciły naszego snu, albo spaliśmy tak mocno? Jesteśmy w Bangkoku (mój skrót BKK) bardzo się cieszę z tego powodu, ponieważ dużo czytałem o tym mieście i jestem niezmiernie ciekaw, jak to będzie wyglądało w rzeczywistości. Rano zmieniamy najpierw hotel na jakiś przystępniejszy. Chłoniemy poranną atmosferę Khao San Road, chociaż wieczór nas dopiero oszołomi!!!. Idziemy zwiedzać Grand Palace wstęp 5$, tylko trzeba wchodzić w długich spodniach i w butach z zakrytymi palcami. Pałac bardzo piękny. Wypełniamy przed pałacem ankiety turystyczne. Idziemy następnie do świątyni Wat Phu, gdzie wstęp jest chyba płatny, ale nas nikt o bilety nie pyta. Jedziemy potem jeszcze do Chinatown, ale nie jest takie jakiego byśmy się spodziewali. Wieczór - to spacer po okolicy Khao San Road.

DZIEŃ 34 (Tajlandia) Bangkok

Wyruszamy załatwić wizę do Kambodży we własnym zakresie. Dojazd autobusem 15 i 38 do AVA i Aeroflotu i kilkadziesiąt metrów pieszo. Wejście z boku w uliczce. Potrzebne ksero paszportu. Koszt wizy 20 $USA od osoby. Odbiór jutro. Sprawdzamy ceny biletów do Europy i dni w jakich połączenia te są dostępne. Najwcześniej można się dostać za dwa tygodnie do Frankfurtu liniami Bangladeszu i Paryża liniami Pakistańskimi. Bilet do Delhi 157$ USA, Kalkuty 100$ USA. Kupujemy jeszcze bilety na dzień jutrzejszy na autobus nocny do Chang Mai i chłoniemy atmosferę ulicy Khao San.

DZIEŃ 35 (Tajlandia) Bangkok

Rano jadę po nasze wizy. Potem pakujemy zbędne bagaże i oddajemy do przechowalni w hotelu. Żeby nie płacić dodatkowej doby hotelowej robimy o 12 check out i do 18.00 włóczymy się po ulicach i przesiadujemy w restauracjach. O 19.00 wyjeżdżamy komfortowym klimatyzowanym autobusem do Chiang Mai. W autobusie sami turyści. Podczas podróży są dwa przystanki na stacjach autobusowych, na których można skorzystać z toalety i coś zjeść.

DZIEŃ 36 (Tajlandia) Chang Mai

O 7 rano jesteśmy już w hotelu. Autobus przyjeżdża na jakiś mały parking w miesicie z stamtąd czekające na nas 3 minibusy zawożą nas do hotelu, którego co prawda nie mamy w planach jako przystań, ale jak się u nich wykupi tracking to pierwsza noc jest bezpłatna. Głównym naganiaczem w tym przypadku jest kobieta, która kiedyś była mężczyzną lub odwrotnie. Cena za trzydniowy taracking w złotym trójkącie 1700B. Targujemy się skutecznie i płacimy 1500 B od osoby. W cenę jest wliczone wyżywienie, noclegi, przejazdy. Wszystko z wyjątkiem napojów.

Plan trekkingu ma wyglądać następująco:

I dzień start 9.00 - 1 godzinę jedziemy - lunch - 1godz. marszu - mały wodospad - 1godz. marszu - wioska - 3 godz. marszu wioska i obiad (w wiosce 30 B masaż 1 godz.), gdy nie pada ognisko - można zapalić opium napić się 80% whisky - śpimy w chatach.

II dzień start 9.00 - 2 godz. marszu - wodospad - duży lunch - słonie 2 godz. - nocleg i ognisko

III dzień start o 9.00 - 2 godz. marszu - lunch - tratwy i 5 p.m. powrót

Resztę dnia spędzamy włócząc się po Chiang Mai i na zakupach i sprawdzamy e-mail i po 23.00 spać.

DZIEŃ 37 (Tajlandia) Trekking w Chiang Mai

Po śniadaniu we własnym zakresie po 9.00 wyruszamy. Dostajemy wątpliwej jakości dwa małe plecaki. Jedziemy najpierw gazikiem po hotelach i zbieramy ekipę, a potem około 40 min. z miasta. Grupa składa się z 2 Francuzów z 13 letnim synem, 2 Anglików, 2 Basków i nas. Będziemy najpierw jeździć na słoniach, częściowo asfaltową drogą, a częściowo ścieżkami przez dżunglę. Na słonie wsiadamy z drewnianych pomostów. Na słoniu mam okazję jeździć po raz drugi. Tym razem jest wygodniej ponieważ siedzimy tylko we dwoje na siedzeniu jak na rikszach rowerowych. Kiedyś w Nepalu siedziałem w 3 osoby w drewnianej klatce i nie było miło bo było mało miejsca i bolały pośladki. Podczas wędrówki przez dżunglę jeden ze słoni idących za naszym zaczął się strasznie denerwować i ryczeć. Poganiacz, który był na słoniu przed nami z Francuzami zostawił ich i pobiegł pomóc koledze z tyłu.

W tym momencie słoń ten ruszył nagle ze ścieżki. Francuzi mieli miny bardzo przerażone, a słoń nabierając prędkości łamiąc gałęzie, które raz po raz uderzały ich po głowach zniknął w dżungli. Poganiacz gdy wrócił i zobaczył że nie ma słonia trochę się zdziwił, a gdy się od nas dowiedział co się wydarzyło ze strachem w oczach rzucił się we wskazanym kierunku. Po kilku minutach dołączył do grupy. Nic nikomu się nie stało, ale Francuzka trójka była bardzo blada. Wieczorem przy kolacji w wiosce miejscowe kobiety oferowały tradycyjną biżuterię i w wielkiej tajemnicy osoby, które były chętne czyli Angielka, Bask i ja poszliśmy spróbować zapalić opium.

Szliśmy po ciemku zaliczając kałuże błota do chatki na palach na skraju wioski. W środku mieszkała 5 osobowa rodzina. Chudy gospodarz leżał przy palenisku na boku, a z długiej fajki z cybuchem w kształcie beczułeczki podpalał sobie opium, które wyglądało jak brunatna czarna masa przypominająca plastelinę która podgrzewana skwierczała. Trzeba ją było palić na leżąca. Każdy z nas zapalił po dwie małe grudki odcięte z dużego podłużnego kawałka (1 kawałek - 40B), ale nic nikt nawet nie poczuł, w każdym bądź razie ciekawe doświadczenie.

DZIEŃ 38 (Tajlandia) Trekking w Chiang Mai

Wczoraj nasza trasa była stosunkowo łatwa. Dzisiaj mamy za to kilka stromych podejść. Idziemy zazwyczaj leśnymi drogami, które od biedy, gdyby było trzeba można by przejechać samochodem z napędem na 4 koła, ale też ścieżkami w dżungli. Przekraczamy potoki i rzeki po przerzucanych po niech pniach drzew. Jest upał i nasze zapasy wody szybko się kurczą. Pot się po nas leje. Od wczoraj do dzisiejszego dnia wypiliśmy 5 litrów wody na dwoje. Zapas się wyczerpał, a nie ma gdzie kupić. Jest więc mały problem, bo według informacji w biurze postoje miały być w wioskach, gdzie są jakieś sklepy. Tę noc spędzamy w samotnej chacie przy wodospadzie pod który bez problemu podchodzimy i się kąpiemy. Skaczemy nawet z niedużej 3 metrowej skały do wody. Wieczorem nasz przewodnik pali cały czas chyba haszysz i nie za bardzo wypełnia swoją rolę. Jesteśmy trochę na niego źli i dotyczy to całej grupy.

DZIEŃ 39 (Tajlandia) Trekking w Chiang Mai - Bangkok

Rano przed śniadaniem kąpiemy się w wodospadzie. Potem idziemy 3 godziny przez dżunglę i docieramy na obiad. Tam rozstajemy się przewodnikiem i samochodem podjeżdżamy do miejsca spływu na bambusowych tratwach. Od biedy można wziąć ze sobą aparat na tę podróż chociaż warto zabezpieczyć go przed wilgocią. Ciężko jest uwiecznić siebie na takiej tratwie, a widoki na brzegach nieciekawe. Sporo śmieci na brzegach. Wioślarz z drągiem stoi na końcu i odpycha tratwę, tyłki mamy w wodzie, która coraz przelewa się przez tratwę. Z przodu płynie z nami jeden z Basków dla lepszej równowagi tratwy. On też dostał drąg, ale i tak tratwa jest nieźle obciążona i przechyla się niebezpiecznie.

Bez większych przygód dopływamy do końca naszej podroży. Tam już czeka na nas samochód z bagażami, który odwozi nas do hotelu w Chang Mai. Nie jesteśmy tak bardzo zadowoleni jak się spodziewaliśmy, że będziemy. Opis trackingu przez Panią/Pana z hotelu był odbiegający od rzeczywistości. Nie było owoców do posiłku, jedzenia podczas posiłków niewiele, nie widzieliśmy ciekawych wiosek (oprócz tej podczas pierwszego noclegu). Jazda na słoniu 45 minut, a nie 2 godz. i wiele jeszcze drobnych szczegółów, odbiegało od wcześniejszych ustaleń.

Opowiedziałem w hotelu o tym wszystkim. Trochę było im głupio, ale z bardzo się tym nie przejęli. Podwieźli nas Tylko jako pierwszych do autobusu do Bangkoku, który mieliśmy o 19.00, abyśmy mogli sobie wybrać miejsca, a potem dopiero autobus podjechał pod nasz hotel.


 
poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 następna strona do góry