|
DZIEŃ 40/41/42 (Tajlandia) Bangkok - Rayong - Wyspa Ko Samet
O godz. 7.00 docieramy do BKK w rejon Khao San Road i z marszu autobusem nr 11 jedziemy za 12 B do wschodniego dworca autobusowego i dalej autobusem do Rayong za 101B. Potem za 15 B do portu i za 50 B od osoby łodzią około 45 min. na wyspę Ko Samet. Z przystani jedziemy w głąb wyspy do ostatniej przystani za 20B - 1 os. Ale nie warto bo można tam dojść pieszo. Płacimy opłatę wstępu do Parku którym jest wyspa 20 B. Ceny domków wahają się od 150B do w górę. Ładny domek 300 - 400 B. Nam się jednak udaje znaleźć mały pokoik bez okna z łazienką nad samym brzegiem za 150B. Zostajemy tu jeszcze dwa dni. Śliczne błękitne morze.
DZIEŃ 43 (Tajlandia) Wyspa Ko Samet - Trat - Wyspa Ko Chang
Wstajemy o 6.30. Brzegiem morza po plaży wędrujemy na przystań. O 8.00 wypływamy na ląd. Po śniadaniu na lądzie sprawdzamy pocztę i jedziemy do miasta Trat skąd płyniemy łódką na wyspę Ko Chang. Wyspa o wiele większa od Ko Samet, skalista z dużymi górami. Z przystani Ao Sapparot w deszczu jedziemy na zachodnie wybrzeże w rejon Laem Chaichet. Ceny w odwiedzanych resortach za 2 os. 350, 1250B. Udaje mi się wreszcie wytargować w jednym hotelu za bardzo ekskluzywny bungalow 200B. Jesteśmy jedynymi turystami w tym ośrodku. Nastąpiło załamanie pogody i już 4 dzień pada deszcz. Jadę z jednym z chłopaków z hotelu po Anię, którą zostawiłem przed recepcją w jednym z wcześniej odwiedzanych hoteli. Ania wraca z plecakiem motorem, a ja docieram plażą z bagażem podręcznym. Jest już ciemno zjadamy w restauracji kolację i idziemy spać. Cały czas pada. W nocy hotelowy kot dobija się uparcie do naszych drzwi. Wpuszczamy go i śpi z nami w pokoju.
DZIEŃ 44 (Tajlandia) Ko Chang
Całą noc padał deszcz i pada przez cały dzień z małymi przerwami. Robimy sobie wycieczkę do wodospadu w głąb wyspy. Dojeżdżamy autostopem i z głównej drogi dochodzimy pieszo. Wstęp 10 B od osoby. Po oślizgłych korzeniach i kamieniach w samych sandałach trochę się ślizgamy, ale w końcu docieramy na miejsce. Zaraz za nami przychodzi grupa tajskich turystów, którzy zaczynają się kąpać pod wodospadem.
Zachęcony tym i słońcem które na małą chwilkę wyszło zza chmur i ja idę popływać.
W drodze powrotnej zjadamy w przydrożnej knajpce kurczaka i deszczowe popołudnie spędzamy w hotelu. Pogoda jest nie zachęcającą do dłuższego pobytu i nie zapowiada się jej zmiana, więc postanawiamy wracać jutro na ląd. Po kolacji przy świetle lampy naftowej, bo z powodu burzy wyłączono prąd idziemy spać, bo wcześnie rano pobudka. Wracamy na stały ląd.
DZIEŃ 45 (Tajlandia) Wyspa Ko Chang - Trat - Hat Lek - Chanthaburi - Sa Kaew
Wstajemy skoro świt. Pada ulewny deszcz. Łapiemy na drodze busa do przystani i jedziemy. Na statku który nieźle się chybocze tłum turystów opuszczających wyspę z powodu złej pogody. Docieramy bez problemów na ląd. Naszym celem jest Kambodża. Jedziemy do Hot Lek, ale tu rozczarowanie ponieważ w/g. informacji z powodu sztormu i wysokich fal łodzie do Sihanoukville nie odpływają. Przechodzę nawet na chwile na stronę Kambodży zostawiając paszport tajlandzkiej straży granicznej, ale wieści tam też są niepomyślne.
Wracamy więc do Trat a potem przez Chanthaburi do Sa Kaew. Docieramy tam przed 22.00. Hotel za 200 B taki sobie, ale na szczęście obok jest gdzie kupić schłodzone napoje i jedzenie pomimo późnej pory.
DZIEŃ 46 (Tajlandia)/(Kambodża) Sa Kaew - Poipet - Siem Rem
O 7.00 już na nogach. Jedziemy najpierw do Aranyoprathat. Stamtąd jest 6 km do granicy w Poipet.
Asfaltowa droga na granicy się kończy i zaczyna się błoto i wyboje. O 10.00 siedzimy już w jakiejś agencji za granicą, gdzie oferują nam transport do Sien Rem za 100B od osoby.
Trochę im nie dowierzam. Jak przychodzimy siedzi już jakiś Japończyk. Po 11.00 zaczynam się już wkurzać. Szukam innego środka transportu, ale widząc to w agencji zaczynają się sprężać do wyjazdu. Potrzebujemy według nich jeszcze dwóch osób do środka samochodu, aby był komplet. Widząc na drodze dwójkę białych z plecakami biegnę i ich zaczepiam. Ku zdziwieniu okazuje się, że to Polacy i to Ci których rok temu spotkaliśmy w naszym hotelu w Indiach. Niezwykły zbieg okoliczności.
Teraz idzie już szybko. Pakujemy się do wnętrza samochodu i na miejscu gdzie powinny siedzieć dwie osoby my się gnieciemy we czwórkę. Ścisk że szok. Japończyk razem z naszymi plecakami jedzie z tyłu na otwartej pace. Strasznie trzęsie, a ponadto kurz niesamowity. Po sześciu godzinach z przerwą na obiad na 17.30 docieramy na Siem Rem. Hotel przyzwoity za-3$ od osoby. Organizujemy sobie na jutro trzy motorki za 15 $ łącznie. Na jednym będzie jechał przewodnik, a my parami za nim na dwóch pozostałych. Wieczorem idziemy jeszcze do apteki, bo Ania choruje trochę.
DZIEŃ 47 (Kambodża) Siem Rem - Angkor
Wstaliśmy o 4.30. O 5.00 w ciemnościach wyjazd. Motorki bez świateł. Droga dziurawa. Jadę zygzakiem za cieniem przewodnika. W ciemnościach docieramy do budek, gdzie za 20 $ od osoby kupujemy jak na razie jednodniowe bilety. Jeździmy do około 12.00, Ania jednak źle się czuje. Postanawiam ją odwieść do hotelu.
W drodze do niego na zakręcie przed samą komendą policji uderzamy w tylne koło ścinającego zakręt Kambodżanina z Japońska turystką. Lądujemy na asfalcie i mamy pościerane prawe kolana lewą dłoń i palce w sandałach. Zbieramy się jednak, ale kolana nam nieźle krwawią. Jesteśmy jednak cali i nie mamy nic połamanego. Sprawcy wypadku też są na szczęście cali. Nasz motor ma tylko pęknięty błotnik.
Wokoło wielki tłum się zbiera przyjeżdżają na motorach policjanci rysują w zeszycie szkic terenu, zabierają nasz motor na komendę i każą nam jechać do hotelu.
Po przyjeździe zdajemy relacje właścicielowi, który trochę się denerwuje, bo jak się okazuje nie wolno im wypożyczać motorków cudzoziemcom. Opatrujemy pościerane kolana i przemywamy je spirytusem, co boli niesamowicie. Wyciągamy też drobny piasek co się dostał pod skórę. Postanawiamy też jutro wracać do Tajlandii, bo przedstawicielom medycznym w Kambodży nie ufamy za bardzo.
Jadę z właścicielem motorku odebrać go z komendy. Policjant robi mu jakieś wymówki, ale z trudem co prawda, ale udaje się odzyskać motorek. Około 15.30 jestem z powrotem w hotelu. Ania leży w pokoju, a ja z obandażowanym i trochę piekącą nogą postanawiam pojechać jeszcze do Ankor Watu. Wynajmuję za 2$ motor tym razem z kierowcą i jadę jeszcze do kilku świątyń i zostaje na zachód słońca.
DZIEŃ 48 (Kambodza)/(Tajlandia) Siem Rem - Poipet - Bangkok
Wstajemy o 7.00. O 7.25 jadę raz jeszcze na policję, aby dopełnić pewne formalności i po 9.00 jedziemy w samochodzie za 6 $ od osoby do granicy. Z tyłu tej półciężarówki z 20-stumiejscowych. O 15.30 jesteśmy na granicy. Zaczepiam po stronie tajlandzkiej młodego chłopaka, czy może nie jedzie w stronę dworca autobusowego i na nasze szczęście jedzie on do Bangkoku i zgadza się nas zabrać. O 21.30 jestem już w Bangkoku w hotelu.
DZIEŃ 49 (Tajlandia) Bangkok
Rano wymieniamy pieniądze i jedziemy kupić bilety do Polski lub gdzieś w pobliże. Kupujemy za 10.800 tj. 267 $ w jedną stronę liniami Royal Brunei do Frankfurtu nad Menem. Tańszych połączeń niestety nie było. Idziemy też do kliniki do lekarza na zastrzyk. Nic nie płacimy za zastrzyk, tylko za tabletki, które nam przepisano. Wypoczywamy.
DZIEŃ 50 (Tajlandia) Bangkok - Krabi
Do 12.00 siedzimy w hotelu. Potem zostawiamy większe bagaże w przechowalni łazimy i do 18.00, bo mamy autobus nocny do Krabi. Jedziemy najpierw do Surat Thani, tam nad ranem przesiadka na autobus do Krabi. Opuściła nas tu grupa hałaśliwych obywateli Izraela, co większość osób przyjęło z ulgą.
DZIEŃ 51 (Tajlandia) Krabi - Ao Nang
Koło 9.00 docieram do Krabi. Namawiają nas w przydrożnej agencji na bungalowy po 200B na plaży Ao-Nang około 15 km od Krabi. Dojeżdżamy tam rejsowym busem. Domki mogą być, chociaż plaża w tym miejscu mało ciekawa. Natomiast 1 kilometr dalej przy głównym miasteczku bardzo ładna i tam też decydujemy się, że będziemy chodzić. Przez cały dzień zapoznajemy się z okolicą, a o 16.00 wypożyczamy motorek pomimo wcześniejszych niemiłych doznań. Mamy go do jutra do 19.00 za 200B + paliwo. Wieczorem popijamy drinki w miejscowej knajpce.
DZIEŃ 52 (Tajlandia) Ao Nang
Rano jemy śniadanie w hotelowej restauracji i jedziemy na plaże, potem motorkiem do Krabi na tańszy internet i jeździmy po okolicy. Wykupujemy wycieczkę za 280 B od osoby na 4 pobliskie wyspy. Mamy tam nurkować z maską i rurką. Zapowiada się interesująco.
|