|
Merw był jednym z największych miast Azji Centralnej, położonym na Jedwabnym Szlaku, który łączył Azję i Europę i pozwalał na wymianę handlową czy kulturalną między dwiema cywilizacjami. Znany jeszcze w epoce Aleksandra Wielkiego, największe znaczenie osiągnął w XI i XII wieku pod rządami Turków Seldżuckich. Był stolicą ich państwa i największym, po Bagdadzie, miastem ówczesnego świata islamskiego. Zwany Królową świata, Merw został zniszczony w 1221 roku w czasie najazdu Talaja - syna Czyngischana - i nigdy już nie odzyskał znaczenia, tonąc w otchłani dziejów.
Mamied zaproponował nam swoje usługi jako kierowca. Panował niesamowity upał, w słońcu temperatura sięgała czterdziestu pięciu stopni. Zaopatrzeni w duże ilości napojów udaliśmy się w podróż. Po kilkudziesięciu minutach samochód zatrzymał się tuż obok mauzoleum sułtana Sandżara.
- Chłopaki, będą za sześć godzin. Tylko mi nie wyparujcie - zażartował Mamied.
Wznoszące się na trzydzieści osiem metrów mauzoleum można traktować jako symbol potęgi Turków Seldżuckich. Zbudowane na planie kwadratu i przypominające wielki sześcian, przetrwało w dobrym stanie mongolski najazd dzięki grubym, trzymetrowym murom i sześciometrowym fundamentom. Podczas naszej wyprawy mauzoleum było w trakcie remontu, z tego też powodu nie jest w całości udostępniane zwiedzającym.
Ruiny Merw to doskonałe tereny do prowadzenia badań archeologicznych. Kryją bowiem w sobie przynajmniej pięć otoczonych murami miast, pochodzących z różnych okresów.
Rozpoczęliśmy pieszą wędrówkę wśród niemych świadków historii. Budowle są porozrzucane po całym kompleksie, więc przemieszczanie się od jednej do drugiej w rozleniwiającym upale dawało się we znaki. A niektóre z nich robią duże wrażenie, jak na przykład zbudowane w VII wieku fortecepałace (koszki): Duża Kyz Kala i Mała Kyz Kala czy też dwunastowieczne mauzoleum Mahometa ibn Zaida. Przejmująca cisza, przerywana podmuchami pustynnego wiatru, nakłaniała do zadumy i refleksji. Jedynymi turystami oprócz nas były młode Turkmenki mieszkające w Niemczech i ich opiekunka, której matka pochodziła z Polski.
Mamied przyjechał na spotkanie punktualnie. Dał się jeszcze namówić na dodatkową przejażdżkę w okolicę ruin najstarszego z merwskich miast - Erk Kali.
- Zostawiam was tu, spokojnie znajdziecie transport do stolicy - rzekł na pożegnanie, zatrzymując pojazd na parkingu przed dworcem kolejowym w Marach. - Mam do was prośbę. Zostawcie mi na pamiątkę kasetę, której słuchaliśmy podczas jazdy samochodem. Bardzo mi się podoba?a.
Zdziwił nas swoją prośbą bardzo, oj zdziwił. Na kasecie był bowiem Ryszard Riedel i jego Dżem. Polski blues w Turkmenistanie - nieźle brzmi, nieprawdaż?
|