|
Wycieczkę zaczęliśmy od Świebodzic, dokąd dotarliśmy rano.
Przechodząc przez świebodzicki rynek z ładnymi kamieniczkami i ratuszem
zmierzaliśmy do zamku Książ. Po jakiejś godzinie nasze oczy uradował widok
biegających po wielkim pastwisku koni z książańskiej stadniny. Stąd do zamku
było już parę kroków.
Zamek Książ.
Usytuowany na szczycie niewielkiej góry, wywarł na nas
spore wrażenie swoją wielkością i majestatem. Wzniesiono go w XIII wieku
jako obiekt flankujący obrzeża księsta świdnicko - jaworskiego. Potem przez
kilka stuleci będąc w posiadaniu prywatnych właścicieli, wielokrotnie ulegał
przebudowie, stając się jednym z najwiekszych pod względem powierzchni zamków
w Polsce (posiada ponad 400 pomieszczeń, a zabudowaniami gospodarczymi - ok.
600). Od 1509 roku - przez ponad czterysta lat - do 1941 roku stanowił własność
prywatną rodu Hohbergów, kiedy to hitlerowcy zajęli obiekt i rozpoczęli
w nim prace budowlane. Pod zamkiem powstały podziemne korytarze niewiadomego
przeznaczenia wraz z infrastrukturą zaopatrującą obiekt w wodę, energię
elektryczną i powietrze. Znawcy tematu polemizują czy miała tu być kwatera
Hitlera, podziemne zakłady przemysłowe, czy schron dla armii. Zamek można
zwiedzać, jednak nie polecam - w porównaniu z tajemniczymi podziemiami,
do których nie można wejść - ekspozycja jest mało ciekawa.
Po obejrzeniu zamku udaliśmy się przez Książański Park
Krajobrazowy, Złoty Las i Lubachów do Zagórza Śląskiego. W centrum Parku
trafiliśmy na ruiny starych pieców do wypalania wapna, ładnie położonych nad
jeziorkiem - miejsce super dla niedzielnych rowerzystów!
Nieczynna linia kolejowa.
Przez Lubachów przebiega nieczynna linia kolejowa Świdnica
- Jedlina, obfitująca w niezwykle malownicze wiadukty, cenne zabytki techniki.
Pascal proponuje nawet wycieczkę torami do Zagórza jako alternatywę do przejścia
szlakiem. Namówiłem Magdę do tego wariantu, i tuż po wyjściu ze Złotego Lasu
weszliśmy na stalowy wiadukt przewieszony nad szosą. Weszliśmy... i po jakich
sześciuset metrach zeszliśmy. Tory są po prostu zarośnięte młodymi drzewami i
wszelkiego rodzaju chwastem, utrudniającym marsz. Bardzo szkoda, że PKP zrezygnowały z tej linii,
ponieważ stanowiłaby ona niezwykłą atrakcję turystyczną - jest świetnie poprowadzona.
Gdy doszliśmy do Zagórza był już wieczór, zatem po
krótkim "rozpoznamiu terenu" poszliśmy na niedalekie wzgórze na nocleg. Wyjście z
namiotu mieliśmy usytuowane tak, żeby mieć widok na zamek Grodno wznoszący
się na Górze Choina.
Zagórze Śląskie, Zamek Grodno.
Nazajutrz przed dziesiątą już byliśmy pod pięknie zdobioną
sgraffitami bramą zamkową, i jako pierwsi zwiedzający weszliśmy za darmo.
Zamek wzniesiony w XII wieku miał strzec granicy księstwa świdnicko - jaworskiego
z Czechami. W czasie wojny trzydziestoletniej zdobyty i poważnie zniszczony
przez Szwedów. Opuszczony przez właścicieli w XVIII wieku stopniowo zaczął
popadać w ruinę.
Obecnie w ruinach znajduje się niewielkie muzeum, w którym
możemy zapoznać się z historią zamku, obejrzeć na makietach, jak zmieniał się
na przestrzeni lat po kolejnych przebudowach. Jest także ekspozycja makiet
machin oblężniczych, stosowanych w średniowieczu i mała ekspozycja narzędzi
tortur. Polecam zwiedzenie zamku, jest naprawdę ciekawy.
Wspomnę jeszcze o elektrowni wodnej z początku XX wieku.
Znajduje się ona w Lubachowie przy zaporze, która zamykając dolinę tworzy
malownicze Jezioro Bystrzyckie.
Walim.
Z Zagórza udaliśmy się do Jugowic i dalej autostopem do Walimia.
Walim był niegdyś wsią służebną dla zamku Grodno. Wydobywano tu srebro, bujnie rozwijał
się przemysł tkacki, którego wyroby eksportowano do dalekich krajów.
Już w 1914 roku Walim miał połączenie kolejowe trakcją elektryczną z pobliskimi
Jugowicami. Walimskie zakłady przemysłu lniarskiego należały do lat
siedemdziesiątych XX wieku do największych w branży. Obecnie opustoszałe budynki straszą
przy szosie wylotowej w stronę Sokolca. Idąc tędy do Rzeczki warto wstąpić na posiłek
do Zajazdu Hubert, znajdującego się po prawej stronie przy szosie tuż za
pałacykiem miejskim z wieżą. Jest tam bardzo ładnie, smacznie i niedrogo.
Tajemnicze podziemne kompleksy.
Sztolnie pohitlerowskie w Walimiu i Głuszycy
są częścią ogromnego przedsięwzięcia budowlanego o kryptonimie "Riese" ("Olbrzym"),
składającego się z siedmiu zespołów podziemnych korytarzy, znajdujących się w
promieniu do 2,5 km od szczytu Włodarza (nie licząc Książa - ok. 20 km).
Budowa trwała od 1943 roku do kwietnia 1945. Wykorzystywano przy niej więźniów
obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, którego filie rozsiane były po okolicy.
Zginęło wówczas, jak podają źródła: od 5 do 20 tysięcy ludzi. Nie wiadomo do końca
jakie miało być przeznaczenie obiektów. Badacze skłaniają się do opinii,
że miała być tam Kwatera Główna Hitlera.
Równie zagadkowa jest wielkość dotychczas zinwentaryzowanych podziemi.
Niektórzy twierdzą, że znana jest tylko część faktycznie powstałych sztolni i hal,
że reszta może być wykończona i doskonale zamaskowana. Zarządzający obiektami
w Rzeczce i Osówce nie prowadzą szerokich prac poszukiwawczych z uwagi na
wysokie koszty pracy urządzeń wiertniczych i georadaru.
Oprowadzający nas po Rzeczce przewodnik, z pasją opowiadał o historii Riese, prezentując
plany podziemi oraz urządzenia wiertnicze, jakimi posługiwali się więźniowie.
Panowała atmosfera niczym w programach Wołoszańskiego.
Równie ciekawe są budowle naziemne "Kasyno" i "Siłownia" w Osówce, a także ponad
czterdziestometrowej głębokości szyb wiodący w głąb tamtych podziemi.
W stronę Skalnych Miast
Z Głuszycy Górnej koleją dostaliśmy się do Wałbrzycha Głównego,
skąd rano mieliśmy jechać do Czech, w Adrszpasko - Teplickie Skały, stanowiące
zachodnią część Gór Stołowych.
Nocleg postanowiliśmy spędzić w pociągu, który rano odjeżdża z Wałbrzycha
Głównego do Mezimesti w Czechach. Są to właściwie dwa wagony, które
w dzień kursują wahadłowo do Mezimesti, zaś nocą stoją na wałbrzyskiej bocznicy.
Wykupiliśmy bilety, poczekaliśmy spokojnie, aż pociąg przyjedzie ostatnim
kursem do Polski (przyjeżdża około 2230) i zostanie odstawiony na bocznicę,
po czym poszliśmy do wagonu, rozłożyliśmy śpiwory i zasnęliśmy. Około 200
wagony kontrolują SOK-iści - sprawdzili nam bilety i wyszli. Znałem scenariusz
noclegu w Wałbrzychu, ponieważ już raz to przerabiałem. Rano obudziło
nas lekkie szarpnięcie lokomotywy, pociąg przyjemnie kołysał, tak że
Magda opuściła śpiwór dopiero w Czechach.
Będąc w Mezimesti należy wykupić bilet do przystanku Teplice
- Skaly, dokąd podróżuje się z przesiadką na stacji Teplice - Miasto.
Brzmi to skomplikowanie, ale nie sprawia trudności ponieważ odpowiednie
pociągi (czy raczej autobusy szynowe) są skomunikowane.
Teplicko - Adrspaskie Skalne Miasta.
Przed dziesiątą byliśmy na miejscu. Wysiedliśmy na
małej stacyjce w lesie, skąd udaliśmy się do wejścia głównego przy Hotelu
Orlik (cena biletu - 20 koron).
Szlakiem niebieskim, wiodącym wzdłuż Skalnego Potoku doszliśmy do ruin
zamku Stremen, gdzie wspięliśmy się po schodach na punkt widokowy.
W głównej części skalnego miasta szlak zatacza pętlę, pozwalając
zobaczyć wszystkie najciekawsze miejsca rezerwatu: Sibir, Wielki
i Mały Plac Kościelny, Teatr Rzymski, skałę "Jeż na żabie" i dziesiątki innych
o równie malowniczych nazwach.
Następnie przeszliśmy ok. trzech kilometrów po mało ciekawym
lesie (szlak żółty) do Adrspaskich Skał, które powaliły nas sensacyjnie
piękną scenerią.
Szlak prowadził stromymi schodkami to w górę, to w dół, każąc przeciskać się
w skałach i racząc nieprawdopodobnymi widokami. Po drodze minęliśmy jeziorko
Adspraskie, po którym można przepłynąć barką - sceneria jak z filmów
o przygodach Indiany Jonesa! Można tu zobaczyć ogromne ostańce, wysokie do 100 metrów,
o fantazyjnych kształtach, od których wywodzą się ich nazwy: Głowa Cukru,
Fotel Karkonosza, Słoniowy Rynek, Starosta i Starostova (Starościna), Kochankowie.
Szumią tu dwa niewielkie wodospady: Mały i Wielki.
Organizatorzy Parku z myślą o polskich turystach umieścili na tabliczkach
napisy po polsku, co ułatwia zwiedzanie.
Przejście obydwu skalnych miast zajmuje 5,5 - 6,5 godzin,
zatem można przyjechać tu tylko na cały dzień i wrócić do Polski.
Z Adrspachu odjeżdża pociąg do Teplic i dalej, po przesiadce, do Mezimesti.
Powrót.
Całą noc zajął nam powrót do Warszawy. Obydwoje byliśmy
bardzo zadowoleni z wycieczki. Rzadko zdarza się dokonać w ciągu trzech dni
tyle "odkryć", doznać tylu nowych i ciekawych wrażeń. Zachęcam wszytkich do
wycieczek i eksploracji terenów Dolnego Śląska!
|